Wybranie odpowiedzi o precyzyjnym dawkowaniu azotu, fosforu i potasu dobrze oddaje ideę agregatu z czujnikiem typu HarvestLab 3000 i przepływomierzem. Ten zestaw tworzy w praktyce system do zmiennego dawkowania gnojowicy w zależności od jej rzeczywistego składu. Czujnik NIR na beczce „widzi” w czasie rzeczywistym zawartość N, P, K oraz często także formę amonową azotu NH4. Dane z czujnika są na bieżąco przesyłane do terminala ciągnika przez magistralę ISOBUS, a sterownik, korzystając z informacji o prędkości jazdy i sygnale z przepływomierza, automatycznie reguluje wydatek pompy i ewentualnie otwarcie zaworów. Dzięki temu dawka składników pokarmowych na hektar jest liczona nie tylko z objętości gnojowicy, ale z jej realnej koncentracji. W praktyce pozwala to np. zasilać rośliny stałą dawką 170 kg N/ha, mimo że każda cysterna ma inną zawartość azotu. Moim zdaniem to jest właśnie kwintesencja rolnictwa precyzyjnego: mniej „na oko”, więcej na podstawie pomiaru. Dodatkowo takie systemy współpracują z mapami aplikacyjnymi i GPS, więc można różnicować dawkę składników na poszczególnych strefach pola, co jest zgodne z aktualnymi zaleceniami dobrej praktyki rolniczej i pozwala spełnić wymagania środowiskowe dotyczące bilansu azotu i fosforu.
Na pierwszy rzut oka łatwo się zasugerować, że skoro na schemacie widać czujnik i przepływomierz, to urządzenie musi służyć do stałego pomiaru gęstości gnojowicy albo do jakiegoś filtrowania zanieczyszczeń. W praktyce jednak ten agregat pracuje zupełnie inaczej. Czujnik HarvestLab 3000 nie mierzy gęstości w klasycznym znaczeniu, tylko wykorzystuje technikę spektroskopii w bliskiej podczerwieni (NIR) do określania stężenia składników pokarmowych: azotu ogólnego i amonowego, fosforu i potasu. Z punktu widzenia agronomii interesuje nas przede wszystkim ilość N, P i K na hektar, a nie sama gęstość cieczy, więc system jest tak zaprojektowany, żeby z tych danych sterować dawką. Przepływomierz też bywa mylący – wielu uczniów kojarzy go głównie z kontrolą czystości medium i „łapaniem” ciał stałych. Tutaj jego rola jest inna: ma bardzo dokładnie mierzyć chwilowy wydatek gnojowicy, żeby komputer mógł policzyć, ile kilogramów składnika pokarmowego przechodzi przez instalację w jednostce czasu. Zabezpieczenia przed ciałami stałymi zapewniają zwykle zwykłe sita i mieszadła w beczce, a nie ten opisany układ pomiarowy. Pojawia się też pomysł, że taki agregat umożliwia nawożenie w okresie przymrozków. To jest typowy błąd myślowy: skoro technika jest zaawansowana, to „na pewno można więcej”. Tymczasem terminy i warunki stosowania gnojowicy reguluje prawo (np. program azotanowy) i dobre praktyki rolnicze – zamarznięta gleba, śnieg czy silny mróz są traktowane jako warunki niedopuszczalne, niezależnie od tego, jak nowoczesny sprzęt mamy podpięty do ciągnika. Kluczowe jest więc zrozumienie, że cały ten układ czujnik + przepływomierz + terminal służy jednemu: precyzyjnemu, kontrolowanemu dawkowaniu składników pokarmowych, a nie pomiarowi gęstości, filtracji zanieczyszczeń czy obchodzeniu ograniczeń agrotechnicznych.