Poprawna jest wartość 1,0 km/h, ponieważ większość nowoczesnych systemów automatycznego prowadzenia w rolnictwie ma właśnie minimalną prędkość roboczą w tym zakresie. Układy wspomagania kierownicy, sterowania hydraulicznego czy elektrycznego potrzebują pewnego, choć bardzo małego, ruchu ciągnika, żeby algorytmy mogły prawidłowo przeliczać odchyłki od linii przejazdu i korygować tor jazdy. Przy 1,0 km/h czujniki prędkości, żyroskopy oraz odbiornik GNSS dostarczają już wystarczająco stabilnych danych, żeby regulator mógł utrzymać maszynę na zadanej ścieżce. W praktyce oznacza to, że operator najpierw rusza, dochodzi do tej minimalnej prędkości, dopiero wtedy aktywuje automatyczne prowadzenie i system zaczyna sam korygować kierownicę. Przy pracach polowych typu siew, oprysk czy nawożenie, często wykonujemy manewry z bardzo małą prędkością na uwrociach, przy dojeździe do linii AB czy przy dokładnym wjeżdżaniu w ścieżki technologiczne. Możliwość włączenia autopilota już od 1 km/h ułatwia takie precyzyjne manewry i zmniejsza zmęczenie operatora. Z mojego doświadczenia, rozwiązania renomowanych producentów (pracujących w standardach ISO i opierających się na precyzyjnym GNSS, np. z korekcją RTK) właśnie w okolicach 0,8–1,5 km/h mają ustawione progi bezpieczeństwa aktywacji automatycznego prowadzenia. Niższy próg byłby mało stabilny, a wyższy utrudniałby wygodną pracę na polu. Dlatego przyjmuje się ten kompromis jako dobrą praktykę konstrukcyjną i ergonomiczną.
W tego typu pytaniach łatwo dać się złapać na skrajne wartości prędkości. Intuicyjnie ktoś może pomyśleć, że skoro system GNSS potrafi określić pozycję praktycznie w miejscu, to automatyczne prowadzenie powinno działać już od 0,1 km/h. W rzeczywistości przy tak małej prędkości pojawia się problem z wiarygodnym pomiarem kierunku ruchu. Odbiornik GNSS ma ograniczoną częstotliwość odświeżania i dokładność, a przy prawie zerowej prędkości trudno odróżnić, czy ciągnik jedzie do przodu, czy tylko buja się na nierównościach. Do tego dochodzą opóźnienia w hydraulice czy elektrycznym wspomaganiu – system nie ma stabilnej podstawy do sterowania. Z drugiej strony wartości 5,0 km/h lub 9,0 km/h są już typowe dla normalnej prędkości roboczej, ale ustawianie progu aktywacji autopilota tak wysoko byłoby po prostu niepraktyczne. Na uwrociach, przy precyzyjnym wjeżdżaniu w ścieżki technologiczne albo przy delikatnych uprawach operator często porusza się znacznie wolniej niż 5 km/h. Gdyby system dawało się włączyć dopiero przy tak dużej prędkości, traciłoby się większość zalet automatycznego prowadzenia właśnie tam, gdzie precyzja jest najbardziej potrzebna. Typowym błędem myślowym jest tu przeniesienie doświadczeń z samochodów osobowych, gdzie różne systemy asystujące kierowcy czasem włączają się dopiero powyżej określonej prędkości, np. 60 km/h. W rolnictwie logika jest odwrotna: prace wykonuje się wolno, z dużą dokładnością, a więc system musi działać już przy bardzo małej, ale jednak wyraźnej prędkości. Dlatego przyjęto kompromis na poziomie około 1 km/h – jest to już wystarczająco dużo, żeby stabilnie obliczać wektor ruchu i sterować maszyną, a jednocześnie na tyle mało, że nie ogranicza to w praktyce użytkowania automatycznego prowadzenia na polu.