Przy systemach opartych tylko o EGNOS trzeba się liczyć z tym, że po kilku godzinach pracy linie referencyjne „odpływają” względem rzeczywistego przejazdu. Główna przyczyna to właśnie dryf satelitów GPS i zmiany w rozwiązaniu pozycji. Satelity cały czas się przemieszczają po orbitach, zmienia się ich geometria względem odbiornika, do tego dochodzi zmienna jonosfera i opóźnienia sygnału. EGNOS koryguje te błędy tylko do pewnego poziomu – poprawia dokładność, ale nie zapewnia pełnej stabilności w czasie, tak jak robi to np. RTK. W praktyce oznacza to, że po 2–4 godzinach jazdy ciągnikiem z samym EGNOS-em może pojawić się odchyłka rzędu kilkudziesięciu centymetrów między pierwszym a ostatnim przejazdem, mimo że na ekranie wszystko wygląda „prosto”. Producenci systemów prowadzenia (John Deere, Trimble, Topcon i inni) wprost piszą w instrukcjach, że sygnał EGNOS/WAAS jest dobry do pracy wymagającej dokładności rzędu 20–30 cm, ale nie do czynności, gdzie wymagana jest powtarzalność przejazdu co do kilku centymetrów przez cały dzień. Dlatego przy siewie w międzyrzędzia, sadach czy precyzyjnym uprawianiu pasowym od razu zaleca się RTK lub przynajmniej korekcje o wyższej stabilności. Moim zdaniem dobrze jest w gospodarstwie jasno rozdzielić: EGNOS do oprysków i nawozów szerokimi belkami, a RTK do prac, gdzie liczy się powtarzalność przejazdu w dłuższym okresie, bo wtedy ten dryf satelitów nie rozwala nam geometrii pola i nie generuje dodatkowych poprawek na uwrociach.
W praktyce wielu operatorów szuka przyczyny przesuwania się ścieżek referencyjnych tam, gdzie jej po prostu nie ma. Pochmurna pogoda brzmi kusząco jako wytłumaczenie, bo jak jest chmura, to wydaje się, że sygnał z kosmosu musi być gorszy. Tymczasem fale radiowe GNSS bez problemu przechodzą przez warstwę chmur, deszcz czy lekką mgłę. Pogoda może mieć pośredni wpływ przez jonosferę czy troposferę, ale to jest już uwzględniane w modelach korekcyjnych i nie jest główną przyczyną systematycznego dryfu ścieżek. To, że na polu jest szaro i ponuro, nie oznacza automatycznie, że ciągnik zacznie „pływać” po 20 cm z przejazdu na przejazd. Często pada też podejrzenie na przegrzany terminal. Oczywiście, elektronika ma swoje granice temperatury pracy i skrajne przegrzanie może powodować zawieszanie się, spadek wydajności obliczeniowej czy nawet wyłączanie urządzenia. Ale to wtedy widać typowe objawy: reset, znikający ekran, błędy komunikacji. Przegrzanie nie powoduje natomiast powolnego, systematycznego przesuwania się całej geometrii ścieżek w jedną stronę przez kilka godzin. To jest bardziej problem stabilności rozwiązania pozycji w czasie, a nie temperatury procesora. Podobnie z niewłaściwie ustawioną anteną GNSS. Jeśli antena jest źle zamontowana, za bardzo z boku, zbyt daleko od osi ciągnika albo ma przesunięcie względem punktu referencyjnego, to błąd będzie stały. Maszyna od początku będzie jechała z przesunięciem, źle będą działały nawroty czy kompensacja skrętu, ale ten błąd nie będzie narastał w czasie. Raz źle ustawiona antena daje powtarzalny, geometryczny błąd, a nie taki, który po pięciu godzinach „ucieka” o pół metra. Typowy błąd myślowy polega tu na mieszaniu błędów stałych (montaż, kalibracja, geometryczne offsety) z błędami zmiennymi w czasie, które wynikają z samej natury sygnału GNSS i ograniczeń korekcji EGNOS. Jeśli ścieżki powoli się przesuwają w trakcie dnia pracy, to trzeba patrzeć przede wszystkim na charakter sygnału i technologii korekcji, a nie na chmury czy temperaturę wyświetlacza.