Prawidłowe skojarzenie czujników na rolkach podających z analizą wielkości plonu jest bardzo trafne, bo właśnie tam w sieczkarni polowej najłatwiej „złapać” informację o ilości masy przechodzącej przez maszynę. Mechanizm rolek podających transportuje materiał roślinny do bębna tnącego i w praktyce to przez ten punkt przechodzi cały plon zebrany z szerokości roboczej hedera. Producenci montują na rolkach różne typy czujników: najczęściej czujniki obrotów, położenia, czasem czujniki siły docisku lub momentu obrotowego. Na podstawie prędkości obrotowej rolek, ich prędkości liniowej oraz stopnia „wypełnienia” szczeliny między rolkami można z dużą dokładnością oszacować strumień masy, czyli chwilowy przepływ biomasy w kg/s. Gdy połączymy to z prędkością jazdy sieczkarni i szerokością roboczą zespołu żniwnego, otrzymujemy mapę plonu – informację, ile ton z hektara zebrano w danym miejscu pola. Moim zdaniem to jest jeden z kluczowych elementów rolnictwa precyzyjnego, bo pozwala później optymalizować nawożenie, dobór odmian i całą technologię uprawy. W nowoczesnych sieczkarniach systemy te są integrowane z terminalem pokładowym i często z ISOBUS oraz GPS, dzięki czemu dane o plonie zapisują się automatycznie i mogą być analizowane w programach do zarządzania gospodarstwem. Dobrą praktyką jest regularna kalibracja tych czujników, porównywanie wskazań z rzeczywistą masą zważoną np. na przyczepach, bo dopiero wtedy mapowanie plonu ma sens i można na nim polegać przy podejmowaniu decyzji agrotechnicznych.
W mechanizmie rolek podających w sieczkarni polowej kluczowe jest zrozumienie, co tak naprawdę da się tam zmierzyć w sposób wiarygodny. Rolki podające odpowiadają głównie za transport materiału do bębna tnącego i regulację długości cięcia, a przy okazji stanowią bardzo dobre miejsce do oceny strumienia masy, czyli wielkości plonu. Stąd czujniki montowane w tym obszarze są projektowane przede wszystkim pod kątem monitorowania przepływu biomasy, a nie bezpośredniego badania jej właściwości fizykochemicznych. Częsty błąd myślowy polega na tym, że skoro mamy czujnik „gdzieś w maszynie”, to na pewno mierzy on wilgotność lub zawartość suchej masy. W praktyce pomiar wilgotności czy suchej masy wymaga zupełnie innych technologii: czujników NIR, mikrofalowych, czasem połączonych z systemami laboratoryjnymi do kalibracji. Takie czujniki umieszcza się zwykle w kanałach przepływu sieczki albo w specjalnych oknach pomiarowych, a nie na samym mechanizmie rolki podającej. Podobnie z długością sieczki – ona jest wynikiem ustawienia odległości noża od przeciwnoża, liczby noży na bębnie oraz prędkości rolek podających, ale sama długość nie jest analizowana bezpośrednio przez czujnik na rolce. Można ją pośrednio kontrolować przez parametry pracy maszyny, ewentualnie oceniać wizualnie lub w bardziej zaawansowanych systemach przez specjalne układy analizujące rozkład frakcji. Natomiast czujniki na rolkach najczęściej mierzą obroty, moment, położenie, czasem siłę docisku i na tej podstawie system wylicza natężenie strumienia masy. Jeżeli do tego dołożymy sygnał prędkości jazdy i szerokość hedera, otrzymujemy informację o plonie z hektara. W dobrych praktykach eksploatacji sieczkarni zakłada się, że do wilgotności i suchej masy stosuje się wyspecjalizowane czujniki (np. NIR), zaś rola czujników na rolkach to przede wszystkim monitorowanie przepływu materiału, zabezpieczenie przed przeciążeniem i właśnie analiza wielkości plonu. Mylenie tych funkcji prowadzi do błędnej interpretacji danych z maszyny i złych decyzji w gospodarstwie, dlatego warto rozróżniać, który czujnik za co odpowiada i w którym miejscu maszyny jest zamontowany.