Poprawna jest odpowiedź z czujnikami podczerwieni, bo to właśnie one potrafią dobrze odróżnić rośliny zielone od gleby i resztek pożniwnych na podstawie ich sygnatury spektralnej. Rośliny, w tym chwasty, bardzo silnie odbijają promieniowanie w bliskiej podczerwieni (NIR), a inaczej w zakresie widzialnym, więc elektronika w opryskiwaczu może wykryć, gdzie faktycznie rośnie zieleń, a gdzie jest „goła” ziemia. Na tej zasadzie działają systemy typu „weed-seeker” montowane na belkach polowych do wybiórczego oprysku, szczególnie w uprawach rzędowych i na ścierniskach. W praktyce wygląda to tak, że każda sekcja belki ma własny czujnik IR i elektrozawór; jeśli czujnik „widzi” roślinę, zawór się otwiera i dysza podaje środek tylko lokalnie, jeśli nie – sekcja jest zamknięta i nie ma strat cieczy roboczej. Moim zdaniem to jedna z prostszych, ale bardzo skutecznych form precyzyjnej ochrony roślin: mniej środka, mniejsze koszty, mniejsze obciążenie środowiska. Pod względem dobrych praktyk rolnictwa precyzyjnego takie rozwiązania idealnie wpisują się w ideę zmiennego dawkowania i selektywnego oprysku – dawkujemy tylko tam, gdzie jest biologiczna potrzeba, a nie „po całości”. W nowoczesnych opryskiwaczach systemy czujników podczerwieni często współpracują z elektroniką sterującą sekcjami, systemami Section Control oraz automatyką ciśnienia, dzięki czemu cały układ jest stabilny, powtarzalny i względnie prosty w obsłudze dla operatora.
W wykrywaniu chwastów do wybiórczego oprysku kluczowe jest rozróżnienie roślinności od tła na podstawie jej charakterystycznego odbicia promieniowania, a nie tylko „zobaczenie” przeszkody czy nierówności. Dlatego intuicyjne skojarzenia z laserem albo ultradźwiękami dość łatwo wprowadzają w błąd. Czujniki laserowe świetnie sprawdzają się przy pomiarze odległości, profilu terenu czy położenia elementów roboczych maszyn, ale sam promień lasera w klasycznych zastosowaniach rolniczych nie analizuje widma odbitego światła, tylko czas powrotu sygnału. Można nim bardzo dokładnie mierzyć wysokość belki nad łanem, ale nie odróżni się w ten sposób chwastu od grudki ziemi. Podobny problem jest z czujnikami ultradźwiękowymi – one mierzą dystans na podstawie fali akustycznej. Idealne do utrzymywania stałej wysokości belki opryskiwacza czy kontroli odległości od podłoża, ale całkowicie „ślepe”, jeśli chodzi o skład gatunkowy czy fizjologię roślin. One po prostu nie „widzą”, czy pod nimi jest zboże, chwast, kamień czy resztki słomy, bo interesuje je tylko odległość. Czujniki termowizyjne brzmią nowocześnie i faktycznie pozwalają obserwować rozkład temperatury, ale w polu różnice temperaturowe między chwastem a glebą bywają niewielkie, bardzo zmienne w czasie i silnie zależne od nasłonecznienia, wilgotności, wiatru. To utrudnia stabilne i powtarzalne wykrywanie małych roślin w warunkach realnej eksploatacji. Wybiórczy oprysk wymaga prostego, jednoznacznego kryterium: jest roślina – opryskujemy, nie ma rośliny – nie opryskujemy. Z mojego doświadczenia właśnie czujniki podczerwieni, analizujące odbicie w zakresie widzialnym i bliskiej podczerwieni, dają taki czytelny sygnał, bo chlorofil i tkanki roślinne mają bardzo charakterystyczną sygnaturę spektralną. Typowy błąd myślowy polega na wrzucaniu wszystkich „nowoczesnych czujników” do jednego worka i zakładaniu, że skoro coś jest laserowe albo termowizyjne, to z definicji musi być najlepsze. W praktyce w rolnictwie precyzyjnym liczy się dopasowanie zasady działania czujnika do konkretnego zadania. Do selektywnego oprysku chwastów to właśnie podczerwień jest obecnie standardem i dobrą praktyką.