Prawidłowe miejsce montażu czujnika optycznego do oceny udziału połamanego ziarna to przenośnik ziarnowy. W tym punkcie kombajnu mamy już materiał po pełnym procesie omłotu, oczyszczania i separacji. Do przenośnika ziarnowego trafia ziarno, które jest faktycznie kierowane do zbiornika, a więc dokładnie ten strumień, który interesuje operatora i serwisanta przy ocenie jakości pracy maszyny. Czujnik optyczny „patrzy” na przepływające ziarno i na podstawie różnic w kształcie, odbiciu światła i frakcji jest w stanie rozróżnić ziarno całe od ziarna połamane. Dzięki temu pomiar jest reprezentatywny dla finalnego produktu, a nie dla materiału pośredniego, gdzie jest jeszcze dużo plew, niedomłotów czy kłosów. W praktyce producenci kombajnów właśnie w tym miejscu montują fabryczne systemy monitorowania jakości omłotu i pęknięć ziarna, bo tu najłatwiej o stabilne warunki pomiaru: ustalony kierunek przepływu, w miarę jednorodny strumień ziarna i możliwość osłonięcia czujnika przed pyłem i światłem zewnętrznym. Z mojego doświadczenia, jeżeli czujnik jest dobrze skalibrowany i zamontowany w przenośniku ziarnowym, operator może na bieżąco korygować ustawienia bębna młócącego, klepiska czy prędkości wentylatora, żeby ograniczyć uszkodzenia ziarna i jednocześnie nie pogorszyć strat na wytrząsaczach. Jest to zgodne z dobrą praktyką branżową: pomiar jakości zawsze wykonuje się jak najbliżej końcowego strumienia produktu, a nie w miejscach, gdzie materiał jest jeszcze intensywnie obrabiany lub mieszany.
Wiele osób intuicyjnie szuka miejsca na czujnik optyczny gdzieś „w środku” drogi ziarna przez kombajn, ale z punktu widzenia wiarygodnego pomiaru nie jest to najlepszy pomysł. Sita wydają się kuszące, bo tam następuje separacja ziarna od zanieczyszczeń. Problem w tym, że na sitach materiał jest mocno przemieszany: mamy ziarno, plewy, połówki kłosów, do tego ciągłe drgania, zmieniająca się grubość warstwy i nierównomierny przepływ. Czujnik optyczny w takim miejscu miałby bardzo niestabilne warunki pracy, a wyniki byłyby losowe, zależne choćby od chwilowego obciążenia maszyny. Podobnie podsiewacz – on przenosi mieszaninę ziarna, resztek kłosów i niedomłotów, więc nie jest to strumień finalny, tylko materiał wymagający dalszego oczyszczania. Ocenianie na tym etapie udziału połamanego ziarna mija się z celem, bo nie wiemy jeszcze, co z tej mieszanki ostatecznie trafi do zbiornika. Częsty błąd myślowy polega na założeniu, że „im bliżej bębna, tym lepiej”, bo szybciej zobaczymy skutek ustawień omłotu. W praktyce jednak liczy się strumień produktu końcowego, a nie pośrednie etapy, w których cały czas coś się jeszcze dzieje z materiałem. Przenośnik kłosowy też nie jest dobrym miejscem – tam transportowane są głównie niedomłoty i kłosy kierowane ponownie do młocarni, czyli materiał z definicji gorszy jakościowo. Gdyby tam mierzyć udział ziarna połamanego, to wyniki byłyby mocno zawyżone i kompletnie niereprezentatywne dla ziarna trafiającego do zbiornika. Standardową i rozsądną praktyką w nowoczesnych kombajnach jest lokalizowanie czujników jakości, w tym optycznych, właśnie w torze czystego ziarna, czyli w przenośniku ziarnowym, a nie w miejscach, gdzie krąży materiał odpadowy lub częściowo przetworzony.