Skrót M2M oznacza Machine-To-Machine, czyli komunikację maszyna–maszyna, bez bezpośredniego udziału człowieka w samym procesie wymiany danych. Chodzi o sytuacje, gdy urządzenia elektroniczne, sterowniki, moduły telemetryczne czy czujniki same między sobą przesyłają informacje i na tej podstawie wykonują określone działania. W nowoczesnych maszynach rolniczych to już jest codzienność: ciągnik komunikuje się z narzędziem przez magistralę CAN i standard ISOBUS, kombajn wysyła dane do chmury, a sterownik opryskiwacza pobiera mapę aplikacyjną z terminala. Wszystko to jest właśnie typowa komunikacja M2M. Moim zdaniem warto kojarzyć M2M z automatyzacją i precyzją – maszyna odbiera sygnały z czujników, przetwarza je w sterowniku i od razu koryguje parametry pracy, np. dawkę nawozu, prędkość jazdy, szerokość roboczą sekcji. W dobrych praktykach stosuje się standaryzowane protokoły i interfejsy (np. ISOBUS w rolnictwie, MQTT czy HTTP w systemach IoT), dzięki czemu różne urządzenia różnych producentów mogą się ze sobą dogadać bez kombinowania. W rolnictwie precyzyjnym komunikacja M2M łączy się też z systemami nawigacji satelitarnej GNSS, telematyką maszyn, zdalną diagnostyką i serwisem. Dzięki temu serwis może zdalnie odczytać błędy z maszyny, a operator dostaje tylko gotową informację na terminalu, chociaż w tle cała wymiana danych dzieje się właśnie na poziomie maszyna–maszyna. Taki kierunek rozwoju bardzo mocno podnosi efektywność pracy, ogranicza przestoje i, szczerze mówiąc, bez M2M nowoczesny park maszynowy po prostu nie działałby tak sprawnie.
Skrót M2M bywa mylący, bo wiele osób intuicyjnie kojarzy go z komunikacją między ludźmi, właśnie przez to podwójne „M”. W telekomunikacji i automatyce oznacza on jednak zupełnie coś innego niż relację człowiek–człowiek czy człowiek–maszyna. Komunikacja typu Man & Man lub Man-To-Man to raczej pojęcia potoczne, związane z kontaktem osobistym, rozmową, współpracą ludzi, czasem z działaniami zespołowymi. W technice jednak opisuje się takie rzeczy jako H2H (Human-to-Human) i to jest inna kategoria niż M2M. Nie ma tam automatycznej wymiany danych między urządzeniami, nie występują protokoły transmisji, interfejsy sprzętowe czy moduły komunikacyjne. To po prostu sfera komunikacji międzyludzkiej, która nie jest tym, co opisuje skrót M2M. Z kolei Machine-To-Man, czyli maszyna do człowieka, też nie oddaje właściwej idei M2M. Tego typu komunikacja jest oczywiście bardzo ważna, ale ma swoją własną nazwę – HMI (Human-Machine Interface). To są wszelkie terminale, ekrany, panele dotykowe, lampki sygnalizacyjne, brzęczyki, komunikaty błędów na wyświetlaczu. Maszyna prezentuje dane człowiekowi, a człowiek podejmuje decyzje. W M2M chodzi o coś bardziej „zakulisowego”: urządzenia wymieniają dane między sobą, często bez wiedzy operatora. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś widzi maszynę i człowieka, więc automatycznie zakłada, że to o tę relację chodzi. Tymczasem w nowoczesnych systemach rolniczych czy przemysłowych struktura jest warstwowa: na dole czujniki, siłowniki, sterowniki PLC, dalej komunikacja M2M między modułami, a dopiero wyżej interfejsy HMI dla operatora. Jeżeli utożsamimy M2M z komunikacją człowiek–człowiek albo człowiek–maszyna, tracimy z oczu kluczowy aspekt automatyzacji: samodzielną wymianę informacji między urządzeniami, zgodnie ze standardami i protokołami transmisji danych, bez ciągłego „klikania” operatora. To właśnie odróżnia prawdziwe M2M od pozostałych, intuicyjnie brzmiących, ale technicznie błędnych skojarzeń.