Krokomierz zakładany na nogę krowy jest typowym elementem systemów do automatycznego wykrywania rui. Urządzenie mierzy aktywność ruchową zwierzęcia – liczbę kroków, czas chodzenia, czas stania czy nawet gwałtowne zmiany dynamiki ruchu. W okresie rui krowy stają się wyraźnie bardziej ruchliwe, częściej chodzą, skaczą na inne sztuki, mniej leżą. System porównuje aktualny poziom aktywności z poziomem bazowym z poprzednich dni i po przekroczeniu ustalonego progu generuje alarm na komputerze, terminalu w oborze albo w aplikacji w telefonie. W praktyce oznacza to, że hodowca nie musi przez cały czas obserwować stada, żeby „wyłapać” objawy rujowe – robi to za niego elektronika. Moim zdaniem w większych stadach to już standard, bo pozwala bardzo mocno poprawić skuteczność zacieleń, obniżyć liczbę dni jałowych i realnie zwiększyć efektywność rozrodu. Dobrą praktyką jest łączenie danych z krokomierzy z innymi sensorami – np. pomiarem przeżuwania, czasem leżenia czy danymi z systemu udojowego – wtedy algorytmy potrafią odróżnić ruję od np. niepokoju spowodowanego kulawizną. Ważne też jest prawidłowe założenie opaski na kończynę i okresowa kontrola baterii oraz komunikacji radiowej z odbiornikiem, żeby dane były wiarygodne i kompletne.
Na zdjęciu widać typowy krokomierz/aktywnościomierz stosowany w nowoczesnych systemach zarządzania rozrodem bydła. Jego głównym zadaniem nie jest mierzenie komfortu cieplnego ani ilości mleka czy sterowanie dawką TMR, tylko rejestracja aktywności ruchowej krowy w czasie. W okresie rui aktywność ruchowa znacząco wzrasta, co jest jednym z najbardziej powtarzalnych parametrów wykorzystywanych w automatycznych systemach wykrywania rui. Stąd właśnie pomysł, żeby umieścić czujnik na nodze i liczyć kroki. Łatwo tu wpaść w pułapkę myślenia, że jak coś jest „elektroniczne” i zakładane na krowę, to na pewno mierzy dobrostan czy komfort cieplny. W praktyce ocena komfortu cieplnego opiera się na innych rozwiązaniach: czujnikach temperatury i wilgotności w oborze, czasem sensorach temperatury ciała, pomiarze wentylacji, prędkości powietrza czy analizie zachowań (czas leżenia, dyszenie). Do tego używa się raczej systemów środowiskowych i kamer niż prostego krokomierza na nodze. Podobnie z mlekiem – ilość pozyskanego mleka mierzą przepływomierze i liczniki zamontowane w dojarkach przewodowych, halach udojowych lub robotach udojowych, zgodnie z instrukcjami producentów i normami pomiarowymi. Tam liczy się objętość i przewodność mleka, a nie kroki. Jeśli chodzi o TMR, nowoczesne wozy paszowe mogą mieć systemy ważenia, dozowania i nawet sterowania dawką według receptury zapisanej w komputerze, ale nie korzystają przy tym z krokomierzy na krowach. Dawka TMR jest ustalana na podstawie grupy technologicznej, wydajności mlecznej, fazy laktacji, a nie liczby kroków danego zwierzęcia. Typowym błędem jest utożsamianie każdego sensora na zwierzęciu z systemem „all-in-one”, który mierzy wszystko. W rzeczywistości każdy podzespół ma ściśle określoną funkcję: krokomierz – aktywność i wykrywanie rui, system udojowy – mleko, system żywieniowy – dawka paszy. Zrozumienie tego podziału ról bardzo pomaga w poprawnym kojarzeniu urządzeń z ich zastosowaniem w praktyce chowu i hodowli bydła.