Prawidłowo wskazana odpowiedź „Zbiór pełną szerokością roboczą zespołu żniwnego” opisuje tak naprawdę sytuację najbardziej pożądaną przy tworzeniu map plonów. Praca kombajnu pełną szerokością hedera jest przewidywalna dla czujników i komputera pokładowego: przepływ masy jest w miarę stały, prędkość jazdy zwykle też jest bardziej równomierna, a algorytmy w terminalu łatwiej przeliczają chwilowy plon na jednostkę powierzchni. System zakłada, że szerokość robocza, którą ma wpisaną w ustawieniach, jest faktycznie wykorzystywana. Dzięki temu wyliczanie hektarów, przebytej drogi i dawki masy na metr bieżący łanu jest po prostu dokładniejsze. W praktyce, przy nowoczesnych kombajnach z systemami mapowania plonu, instrukcje producentów i dobre praktyki mówią wprost: jeżeli to możliwe, jedź pełną szerokością hedera, utrzymuj możliwie stałą prędkość i unikaj zbędnych przejazdów z opuszczonym hederem bez koszenia. Moim zdaniem to jest trochę niedoceniany temat – wielu operatorów skupia się na wydajności godzinowej, a zapomina, że równa, powtarzalna praca to też lepsze dane do późniejszej analizy. Dobrze zrobiona mapa plonów (z poprawnymi danymi wejściowymi z kombajnu) jest potem podstawą do tworzenia map aplikacyjnych dla nawozów i środków ochrony roślin, a także do oceny ekonomicznej poszczególnych fragmentów pola. Żeby te analizy miały sens, system pomiarowy musi widzieć stabilne warunki pracy – właśnie takie, jakie daje zbiór pełną szerokością roboczą zespołu żniwnego.
W pracy z mapowaniem plonu kluczowe jest zrozumienie, jak bardzo czujniki w kombajnie są wrażliwe na zmiany warunków pracy. Częste zatrzymywanie się kombajnu powoduje zaburzenia w przepływie masy przez zespół omłotowy i przenośniki. Czujnik plonu (najczęściej tensometryczny lub objętościowy) ma pewne opóźnienie reakcji, więc gdy maszyna staje i rusza, system jeszcze przez chwilę „widzi” przepływ z poprzedniego odcinka. To przekłada się na lokalne zawyżenia lub zaniżenia plonu w mapie, szczególnie na krótkich odcinkach i klinach pola. Podobnie nagłe zmiany prędkości jazdy są bardzo niekorzystne: komputer pokładowy wylicza plon na hektar na podstawie masy z czujnika, szerokości roboczej i aktualnej prędkości. Jeżeli operator gwałtownie przyspiesza lub hamuje, a przepływ masy w kombajnie jeszcze się nie ustabilizował, algorytm przelicza dane w warunkach, które nie odpowiadają rzeczywistej sytuacji na polu. To jest typowy błąd myślowy: wydaje się, że skoro elektronika jest „inteligentna”, to wszystko sobie skoryguje. Niestety fizyki materiału w kombajnie nie da się oszukać. Przemieszczanie się po polu z opuszczonym hederem bez koszenia łanu to kolejny przykład praktyki, która mocno psuje dane. Terminal rejestruje wtedy przejazd jako normalny zbiór: nalicza powierzchnię, zapisuje pozycję GPS, a jednocześnie czujnik plonu pokazuje minimalny lub zerowy przepływ. W efekcie w mapie plonów pojawiają się „pasma” bardzo niskiego plonu tam, gdzie w rzeczywistości nic nie było zbierane. Jeżeli ktoś później na tej podstawie tworzy mapy zmiennego nawożenia, może zupełnie niepotrzebnie zwiększyć dawki w tych strefach. Moim zdaniem takie błędy biorą się z przekonania, że sposób jazdy kombajnem jest drugorzędny wobec samej technologii czujników. W praktyce jest odwrotnie: im bardziej nierówna jazda, im więcej zbędnych przejazdów z opuszczonym hederem, tym mniej wiarygodna mapa plonów. Dlatego operator, który dba o jakość danych, unika zatrzymań, gwałtownych zmian prędkości i bezproduktywnych przejazdów, a stara się pracować możliwie stabilnie i przewidywalnie dla systemu pomiarowego.