Poprawnie wskazany został system IV, czyli RTK‑DGPS. Ten wariant nawigacji satelitarnej wykorzystuje pomiar fazy fali nośnej sygnału GNSS oraz korekty różnicowe przesyłane w czasie rzeczywistym z lokalnej stacji bazowej lub sieci stacji referencyjnych. Dzięki temu możliwe jest uzyskanie dokładności rzędu 2–3 cm w poziomie, a przy dobrze skonfigurowanym zestawie nawet lepiej, co w praktyce oznacza, że ciągnik może wielokrotnie wracać w to samo ścieżki technologiczne praktycznie „po śladzie”. W rolnictwie precyzyjnym taki poziom dokładności jest wymagany przy siewie pasowym (strip‑till), uprawie w systemie CTF (Controlled Traffic Farming), sadzeniu warzyw rzędowych, prowadzeniu belera po poprzednich przejazdach czy przy bardzo wąskich ścieżkach opryskowych. Moim zdaniem RTK to obecnie złoty standard tam, gdzie liczy się dokładność przejazdu z przejazdu na przejazd (tzw. repeatability) i minimalizacja nakładek oraz omijaków. Dobre praktyki mówią o używaniu stałych stacji bazowych lub sieci RTK (NTRIP), regularnej kalibracji odbiornika i kontroli jakości sygnału (HDOP, liczba satelitów, status FIX/Float). W nowoczesnych ciągnikach system RTK‑DGPS współpracuje z autopilotem hydraulicznym, czujnikiem kąta skrętu i żyroskopami, dzięki czemu agregat jest prowadzony bardzo stabilnie nawet przy większych prędkościach roboczych, na stokach i na uwrociach. W praktyce przekłada się to na realne oszczędności paliwa, nawozów i środków ochrony roślin oraz lepszą jakość zabiegów agrotechnicznych.
Na rysunkach pokazano cztery poziomy zaawansowania systemów GNSS stosowanych w rolnictwie. Intuicyjnie wiele osób zatrzymuje się na klasycznym GPS albo DGPS z korektą EGNOS, bo te rozwiązania są proste i często „działają wystarczająco dobrze” przy mniej wymagających zadaniach. Jednak z punktu widzenia dokładności prowadzenia agregatów, szczególnie gdy mówimy o zabiegach pasowanych do siebie w czasie (np. siew – nawożenie – oprysk – zbiór), to już za mało. Podstawowy GPS bez korekt ma typową dokładność rzędu kilku metrów, a powtarzalność z dnia na dzień bywa jeszcze gorsza. Do orki czy zgrubnego nawożenia może to przejść, ale przy ścieżkach technologicznych, siewie kukurydzy czy uprawie pasowej takie odchyłki powodują wyraźne nakładki i omijaki. Klasyczny DGPS z pojedynczą stacją bazową w trybie post‑processing poprawia dokładność położenia, ale dopiero po obróbce danych. To jest rozwiązanie typowe raczej dla geodezji czy kartografii, a nie dla prowadzenia ciągnika na żywo po polu. Nie da się przecież jechać agregatem, patrząc na korekty liczone dopiero po kilku godzinach. Z kolei systemy DGPS wykorzystujące korekty z satelity EGNOS podnoszą dokładność do poziomu około 20–30 cm, czasem lepiej, ale nadal nie zapewniają centymetrowej powtarzalności przejazdów sezon do sezonu. To dobre przy rozsiewaniu nawozów mineralnych, oprysku na dużych szerokościach czy uproszczonych uprawach, gdzie delikatne nakładki są akceptowalne. Typowy błąd myślowy polega na utożsamianiu „DGPS” ogólnie z dokładnością RTK, a to są zupełnie różne klasy systemów. Dopiero RTK‑DGPS, z korektą różnicową w czasie rzeczywistym i rozwiązaniem fazy nośnej, daje rzeczywiste 2–3 cm dokładności i stabilną repeatability, co jest kluczowe przy automatycznym prowadzeniu agregatów w najbardziej precyzyjnych technologiach uprawy.