Na ekranie widać typowy terminal sterujący opryskiwaczem polowym, zintegrowany z nawigacją satelitarną. Kluczowy jest tu sposób prezentacji danych: powierzchnia już opryskana jest zaznaczona na zielono, a szerokość robocza jest podawana w metrach, co idealnie pasuje do belki opryskowej. W prawym dolnym rogu pojawia się dawka w litrach lub w przeliczeniu na hektar (np. 200 l/ha) oraz ciśnienie robocze w barach – to są podstawowe parametry pracy opryskiwacza, które w rozsiewaczu czy prasie po prostu by się nie pojawiły. Widzimy też funkcje typowe dla oprysku: automatyczne sterowanie sekcjami belki (Section Control), wskaźnik pokrycia pola, kontrolę prędkości jazdy pod kątem utrzymania stałej dawki cieczy roboczej. Terminal tego typu komunikuje się z opryskiwaczem przez ISOBUS, dzięki czemu można jednym ekranem sterować otwieraniem i zamykaniem sekcji, regulacją dawki, a nawet pracą mieszadła w zbiorniku. W praktyce rolnik używa takiego systemu, żeby unikać nakładek i omijaków, szczególnie na klinach i nieregularnych działkach, oraz żeby trzymać zalecaną dawkę środka ochrony roślin zgodnie z etykietą i dobrą praktyką rolniczą. Moim zdaniem to już dzisiaj standard w nowocześniejszym gospodarstwie – poprawia precyzję zabiegu, zmniejsza zużycie środków i ogranicza ryzyko fitotoksyczności roślin. Przy prawidłowej kalibracji opryskiwacza i sygnału GNSS można naprawdę dokładnie kontrolować każdy przejazd i mieć potem zapis zabiegu w dokumentacji.
Na ilustracji pokazano typowy terminal polowy współpracujący z opryskiwaczem, a nie z prasą belującą, siewnikiem zbożowym czy rozsiewaczem nawozów. Mylenie tych maszyn wynika często z tego, że wszystkie nowoczesne terminale ISOBUS mają podobny wygląd interfejsu: mapa pola, ścieżka przejazdu, szerokość robocza, prędkość jazdy. Jednak o rodzaju maszyny świadczą konkretne parametry i ikony. W przypadku opryskiwacza kluczowe są informacje o dawce cieczy w l/ha, ciśnieniu roboczym w barach, poziomie napełnienia zbiornika i pracy sekcji belki. Na ekranie widać między innymi dawkę na hektar oraz ciśnienie, co jest absolutnie typowe dla układów opryskowych, gdzie utrzymanie zadanej dawki zależy od współpracy prędkości jazdy, wydatku dysz i ciśnienia. Prasa belująca korzystałaby z terminala bardziej do kontroli gęstości beli, średnicy, liczby owinięć siatką czy sznurkiem, ewentualnie do liczenia bel. Nie ma tam potrzeby pokazywania dawki na hektar ani ciśnienia cieczy, bo w ogóle nie ma układu cieczowego. Siewnik zbożowy z kolei prezentowałby głównie normę wysiewu w kg/ha lub nasionach/m², prędkość obrotową aparatu wysiewającego, stan ścieżek technologicznych, często także podgląd na czujniki zapełnienia skrzyni nasiennej. Owszem, mógłby korzystać z mapy pola, ale nie występowałoby ciśnienie w barach powiązane z cieczą. Siewnik nawozowy (rozsiewacz) pokazuje zazwyczaj dawkę nawozu w kg/ha, szerokość roboczą tarcz rozsiewających, ewentualnie ustawienie zasuw dozujących i masę pozostałego nawozu w zbiorniku. W rozsiewaczach pneumatycznych pojawiają się też obroty dmuchawy, ale nadal nie będzie tam typowego dla oprysku zestawienia: ciśnienie cieczy + dawka l/ha + ikony sekcji belki. Typowym błędem jest patrzenie tylko na to, że terminal rysuje pokrycie pola i ma funkcję jazdy równoległej – to występuje przy wielu maszynach. Żeby poprawnie rozpoznać urządzenie, trzeba zwrócić uwagę na jednostki, symbole (np. belka opryskowa, krople cieczy) i parametry technologiczne, bo one jednoznacznie wskazują na opryskiwacz polowy.