Mapa zasobności gleby jest klasycznym narzędziem właśnie do planowania nawożenia mineralnego, szczególnie w systemach rolnictwa precyzyjnego. Taka mapa pokazuje przestrzenne zróżnicowanie zawartości składników pokarmowych w glebie (np. fosfor, potas, magnez, pH, zasobność w materię organiczną) w siatce próbobrania – zwykle co kilka lub kilkanaście metrów. Na tej podstawie tworzy się mapy aplikacyjne dla rozsiewacza nawozów, które sterują zmiennym dawkowaniem NPK w zależności od lokalnych potrzeb roślin i zasobności gleby. W praktyce wygląda to tak, że rolnik ładuje do terminala ISOBUS lub innego komputera pokładowego plik z mapą aplikacyjną, a rozsiewacz z sekcjami sterowanymi elektronicznie, podłączony do systemu GNSS, automatycznie zwiększa lub zmniejsza dawkę nawozu na poszczególnych fragmentach pola. Dzięki temu nie prze-nawozi się miejsc już bogatych w składniki, a dożywia się te słabsze. Jest to zgodne z dobrą praktyką nawożenia: dawka dostosowana do zasobności i spodziewanego plonu, co zalecają zarówno doradcy ODR, jak i nowoczesne firmy doradcze. Moim zdaniem to jest jedno z najbardziej sensownych i opłacalnych zastosowań rolnictwa precyzyjnego – realnie ogranicza koszty nawozów i poprawia efektywność ich wykorzystania (tzw. współczynnik wykorzystania składników). W chemicznej ochronie roślin czy przy siewie też można używać map, ale tam częściej bazuje się na mapach plonu, mapach chwastów czy mapach zagęszczenia roślin, a nie typowej mapie zasobności gleby.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo większość prac polowych w rolnictwie precyzyjnym korzysta z różnych map i danych przestrzennych. Trzeba jednak rozróżnić, do czego konkretne mapy służą. Mapa zasobności gleby powstaje na podstawie systematycznego pobierania prób glebowych i analiz laboratoryjnych. Jej główne zadanie to pokazanie, gdzie gleba jest „bogata” lub „uboga” w konkretne składniki pokarmowe, jakie jest pH oraz poziom próchnicy. To są typowo dane wejściowe do ustalania dawek nawozów mineralnych i organicznych, a nie do bezpośredniego sterowania innymi zabiegami. Częsty błąd myślowy polega na tym, że skoro ochrona chemiczna roślin też może być wykonywana zmienną dawką, to ktoś automatycznie zakłada, że wykorzysta do tego mapę zasobności. Tymczasem w ochronie roślin sensowniejsze są mapy presji chwastów, chorób czy szkodników, ewentualnie dane z czujników optycznych oceniających gęstość łanu lub stopień porażenia. Mapa zasobności mówi o glebie, a nie o aktualnym stanie fitosanitarnym roślin. Podobnie przy zbiorze roślin kombajny z systemem mapowania plonu tworzą mapę plonowania, która później może służyć do analizy stref produkcyjnych, ale w czasie samego zbioru mapa zasobności gleby w zasadzie nie jest potrzebna do sterowania maszyną. Jest raczej tłem do interpretacji wyników, a nie narzędziem operacyjnym. W przypadku siewu precyzyjnego też pojawia się pokusa, żeby na podstawie zasobności zmieniać normę wysiewu. W praktyce jednak zmienny wysiew opiera się przede wszystkim na mapach plonu z kilku lat, mapach glebowych w sensie kategorii agronomicznej, mapach zawilgocenia i ukształtowania terenu. Zasobność chemiczna to tylko jeden z elementów i nie jest najczęściej bezpośrednim parametrem sterującym siewnikiem. Dlatego z punktu widzenia standardów rolnictwa precyzyjnego mapa zasobności gleby jest najintensywniej wykorzystywana właśnie do planowania i realizacji nawożenia mineralnego, a w pozostałych zabiegach ma raczej znaczenie pośrednie lub pomocnicze.