Prowadzenie ciągnika za pomocą nawigacji satelitarnej podczas siewu zbóż faktycznie pozwala na wyeliminowanie znaczników. Tradycyjnie siewniki pneumatyczne czy mechaniczne mają znaczniki talerzowe lub ramieniowe, które robią ślad na polu, żeby operator mógł wzrokowo trafić kolejnym przejazdem „od znacznika do znacznika”. Przy zastosowaniu systemu GNSS z jazdą równoległą (parallel tracking) albo automatycznym prowadzeniem, ciągnik jedzie po wirtualnych liniach AB zapisanych w terminalu, więc fizyczne znaczniki stają się po prostu zbędne. Moim zdaniem to jedna z pierwszych realnie odczuwalnych korzyści z nawigacji – mniej elementów na maszynie, prostsza konstrukcja, mniejsze ryzyko uszkodzeń i trochę niższa masa siewnika. W praktyce, przy dobrze skalibrowanym systemie GPS z korekcją (np. EGNOS, RTK), zachowujesz bardzo wysoką dokładność przejazdów, ograniczasz zakładki i omijaki, a jednocześnie operator nie musi się „wpatrywać” w ślad po znaczniku. W nocy, we mgle czy przy kurzeniu się na lekkich glebach prowadzenie po znacznikach bywa uciążliwe, a nawigacja satelitarna kompletnie ten problem rozwiązuje. W nowoczesnych siewnikach często w ogóle rezygnuje się z montażu znaczników, szczególnie gdy gospodarstwo ma już na stałe wdrożone systemy automatycznego prowadzenia. Dobrą praktyką jest też, żeby przy pierwszych pracach z GPS i siewnikiem sprawdzić na krótkim odcinku, czy rozstaw przejazdów i szerokość robocza są poprawnie wprowadzone do terminala – wtedy masz pewność, że brak znaczników nie wpłynie negatywnie na równomierność obsiewu pola.
W wielu gospodarstwach pojawia się takie myślenie, że jak już jest nawigacja satelitarna, to automatycznie rozwiązuje ona wszystkie możliwe problemy przy siewie. I stąd biorą się pomysły, że GPS zastępuje bronowanie, pozwala napełniać zbiorniki w ruchu czy od razu oznacza w pełni automatyczne zmienne dawkowanie nasion. W praktyce technicznej wygląda to zupełnie inaczej. Bronowanie po siewie to zabieg agrotechniczny związany ze strukturą gleby i przykryciem nasion, a nie z dokładnością prowadzenia ciągnika. Nawigacja GNSS nie wpływa na warunki glebowe, tylko na geometrię przejazdów. Można siać po GPS-ie idealnie równo, a i tak w niektórych warunkach bronowanie będzie potrzebne, bo wynika to z technologii uprawy, typu gleby czy wymagań gatunku rośliny. Zmienna dawka wysiewu nasion to już element rolnictwa precyzyjnego, ale sama nawigacja to za mało. Do VRA (Variable Rate Application) potrzebne są specjalne sterowniki wysiewu, napędy elektryczne sekcji, mapy aplikacyjne lub czujniki plonu i zasobności. GPS dostarcza pozycję, ale o dawce decyduje system sterowania siewnikiem. Można więc mieć nawigację i dalej siać z jedną, stałą normą wysiewu, jeśli osprzęt tego nie obsługuje. Pomysł napełniania zbiorników z ziarnem w ruchu jest z punktu widzenia bezpieczeństwa i organizacji pracy po prostu nielogiczny. Standardy BHP i zdrowy rozsądek mówią jasno: napełnianie zbiorników wykonuje się przy zatrzymanej maszynie, na stabilnym podłożu. Nawigacja satelitarna nie ma tutaj żadnego zastosowania, bo nie służy do tego typu operacji. Z mojego doświadczenia takie skojarzenia biorą się z obserwacji kombajnów zbożowych, które potrafią rozładowywać ziarno do przyczepy w ruchu, ale to zupełnie inna sytuacja technologiczna. Kluczowe zastosowanie nawigacji przy siewie to prowadzenie równoległe i właśnie możliwość rezygnacji ze znaczników. Reszta funkcji wymaga dodatkowych systemów, czujników, sterowników albo w ogóle nie jest związana z elektroniką, tylko z agrotechniką czy BHP. Dlatego przy analizowaniu takich pytań warto zawsze oddzielać to, co daje sama pozycja z GNSS, od tego, co wymaga już bardziej rozbudowanego pakietu rolnictwa precyzyjnego.