To urządzenie na zdjęciu to element automatycznej regulacji dawki w rozsiewaczu nawozów – steruje ono szczeliną wysypową w zależności od rzeczywistego przepływu nawozu. Czyli nie patrzy na roślinę ani na jej fazę rozwojową, tylko na to, ile granul nawozu faktycznie przepływa przez otwór dozujący. Czujnik (najczęściej wagowy, czasem objętościowy) przekazuje sygnał do sterownika, a ten przez siłownik ustawia szerokość szczeliny tak, aby utrzymać zadaną dawkę kg/ha. W praktyce kompensuje to zmiany gęstości nasypowej, wilgotności, stopnia rozkruszenia czy nawet różne partie tego samego nawozu. Moim zdaniem to jest dziś absolutna podstawa przy precyzyjnym nawożeniu: bez automatycznej regulacji przepływu bardzo łatwo o przedawkowanie lub niedobór składników na polu. Z punktu widzenia dobrych praktyk rolnictwa precyzyjnego takie rozwiązanie pozwala utrzymać równomierną dawkę, ograniczyć straty nawozu i spełnić wymagania środowiskowe (np. dyrektywa azotanowa). W nowoczesnych maszynach współpracuje to z terminalem, a często także z systemami zmiennego dawkowania z map aplikacyjnych lub czujników N-Sensor – najpierw system wyznacza dawkę docelową, a potem właśnie ten mechanizm pilnuje, aby przepływ nawozu przez szczelinę był do tej dawki dopasowany w czasie rzeczywistym. Dzięki temu nawet przy zmianie prędkości jazdy czy przy pochyłym terenie rozsiewacz trzyma bardzo wysoką dokładność dawkowania.
Na zdjęciu widać fragment układu dozowania nawozu w rozsiewaczu, ale łatwo się pomylić, co on właściwie robi. Kluczowa sprawa: to urządzenie nie analizuje roślin ani ich fazy rozwojowej. Funkcje typu „dopasowanie dawki do fazy BBCH” realizuje się przez systemy czujników plonu, N-Sensor, Crop Sensor czy mapy aplikacyjne, a nie przez sam mechaniczny moduł przy tarczy rozsiewającej. Ten element jedynie wykonuje polecenia sterownika dotyczące ilości nawozu przepływającego przez szczelinę. Podobnie mylące jest kojarzenie go z właściwościami chemicznymi nawozu. Chemia, czyli skład NPK, zawartość siarki, forma azotu, ma znaczenie przy doborze dawki agronomicznej, ale sam mechanizm przy rozsiewaczu nie „widzi” składu chemicznego – on reaguje na przepływ masowy lub objętościowy. Właściwości fizyczne, takie jak granulacja, kształt i twardość granuli czy gęstość nasypowa, oczywiście wpływają na szerokość roboczą, ale korektę szerokości zasięgu najczęściej uzyskuje się zmianą ustawienia łopatek na tarczy, prędkości obrotowej tarcz lub pozycją punktu wysypu, a nie tym konkretnym automatem regulującym szczelinę. Typowy błąd myślowy polega na wrzucaniu do jednego worka: regulacji dawki, regulacji szerokości pracy i regulacji strategii nawożenia w zależności od rośliny. W rzeczywistości są to trzy różne poziomy: strategia agronomiczna (co i kiedy), sterowanie aplikacją zmienną (ile na danym fragmencie pola) oraz fizyczny układ dozowania (jaką szczelinę i jaki przepływ ustawić). Pokazane urządzenie pracuje właśnie na tym ostatnim poziomie i automatycznie modyfikuje szczelinę zgodnie z wielkością przepływu nawozu, a nie według fazy rozwoju rośliny, chemii nawozu czy docelowej szerokości roboczej.