Poprawnie wskazany znacznik indukcyjny to właśnie to, na czym w praktyce opiera się identyfikacja krów w większości nowoczesnych robotów udojowych. W praktyce stosuje się transpondery RFID (najczęściej pasywne), które działają na zasadzie indukcji elektromagnetycznej: w obszarze robota jest antena nadawczo-odbiorcza, która wytwarza pole elektromagnetyczne, a znacznik na krowie „odpowiada” swoim unikalnym numerem. System sterujący robota od razu wie, która sztuka weszła do stanowiska udojowego, może powiązać ją z bazą danych, dawką paszy treściwej, historią wydajności i zdrowotności wymienia. To jest standardowa dobra praktyka w oborach wolnostanowiskowych z robotami udojowymi: automatyczna identyfikacja bez udziału człowieka, bez konieczności odczytywania numerów ręcznie. W odróżnieniu od prostego kolczyka z numerem, znacznik indukcyjny umożliwia pełną integrację z oprogramowaniem zarządzającym stadem, analizą danych, alarmami o spadku wydajności czy nietypowym zachowaniu. Moim zdaniem to jest klucz do prawdziwej „precyzyjnej hodowli” – system zbiera dane przy każdym doju, rozpoznaje krowę zawsze tak samo i eliminuje pomyłki ludzkie. W praktyce takie znaczniki najczęściej są montowane na obroży, w opasce na nodze lub w specjalnych transponderach na szyi, a ich trwałość liczy się w latach, co też jest ważne z punktu widzenia ekonomiki i serwisu całej instalacji.
W systemach z robotem udojowym najważniejsze jest to, żeby identyfikacja krowy była automatyczna, niezawodna i możliwa bez udziału człowieka. Z tego powodu klasyczny czujnik optyczny nie jest rozwiązaniem wystarczająco pewnym. Optyka bardzo łatwo się brudzi: kurz, para wodna, odchody, resztki paszy – w oborze to norma. Rozpoznawanie zwierząt tylko po obecności w świetle czujnika lub po jakimś znaczniku widocznym optycznie kończy się sporą liczbą błędów, fałszywych odczytów i koniecznością częstego czyszczenia. W praktyce czujniki optyczne w oborze wykorzystuje się raczej do wykrywania obecności, położenia lub ruchu, a nie do jednoznacznej identyfikacji konkretnej sztuki. Podobnie jest z kolczykiem z numerem krowy – to rozwiązanie typowo „wizualne”, stworzone z myślą o człowieku, nie o elektronice. Kolczyk z numerem pozwala szybko rozpoznać krowę wzrokowo, przy kontroli stada, ale robot udojowy nie ma „oczu” jak człowiek. Oczywiście można by teoretycznie zastosować system wizyjny z kamerą i OCR, ale byłoby to dużo bardziej skomplikowane, zawodne i droższe, niż prosty transponder indukcyjny RFID. Dlatego w dobrych praktykach hodowlanych numer w kolczyku pełni funkcję pomocniczą, a właściwą identyfikację dla automatyki zapewnia elektronika. Znacznik z kodem kreskowym to jeszcze inny ślepy zaułek. Kod kreskowy wymaga czystej powierzchni, odpowiedniego ustawienia i odległości czytnika, a także stabilnych warunków oświetleniowych. W warunkach obory, gdzie krowa się rusza, ociera, brudzi, taki system byłby mocno problematyczny i po prostu mało praktyczny. Typowy błąd myślowy polega tutaj na przenoszeniu rozwiązań znanych z magazynu czy sklepu (skanery kodów) do obory, bez uwzględnienia specyfiki środowiska i zachowania zwierząt. Z mojego doświadczenia dużo lepiej sprawdzają się rozwiązania bezkontaktowe, niewrażliwe na zabrudzenia, takie właśnie jak znaczniki indukcyjne RFID, które nie wymagają precyzyjnego „celowania” i działają nawet wtedy, gdy transponder jest częściowo zasłonięty sierścią czy obrożą.