Urządzenie przedstawione na ilustracji służy do

Na zdjęciu widać typowy georadar / skaner elektromagnetyczny montowany z tyłu samochodu. Takie urządzenie emituje fale elektromagnetyczne w glebę i rejestruje ich odbicie od warstw o różnych właściwościach fizycznych. Na podstawie czasu powrotu sygnału i jego tłumienia można ocenić m.in. zmienność wilgotności, gęstości objętościowej, zasobności w minerały, obecność kamieni, podglebia zwięzłego czy nawet stref podmokłych. W praktyce rolniczej wykorzystuje się to do tworzenia map stref glebowych, które później służą np. do zmiennego dawkowania nawozów, dopasowania głębokości uprawy czy planowania melioracji. Moim zdaniem to jedno z ciekawszych narzędzi rolnictwa precyzyjnego, bo pozwala „zajrzeć” w glebę bez kopania setek dołków. Dobre praktyki mówią, żeby takie pomiary łączyć z punktowymi odwiertami i analizami laboratoryjnymi – wtedy kalibruje się interpretację sygnału i dostaje naprawdę wiarygodne mapy. W standardowych projektach robi się przejazdy równoległe co kilka–kilkanaście metrów, a dane z georadaru są od razu powiązane z pozycją GNSS, dzięki czemu powstaje dokładna mapa właściwości gleby dla całego pola.
Na fotografii łatwo się zasugerować, że skoro urządzenie jest zamontowane na samochodzie i widać antenę na dachu, to chodzi głównie o GPS i mapowanie czegoś na polu. Stąd częsty błąd: skojarzenie z mapowaniem plonów albo pobieraniem próbek glebowych z wykorzystaniem sygnału GPS. W rzeczywistości mapowanie plonów wykonuje się głównie kombajnem z czujnikami masy przepływającej masy roślinnej i wilgotności oraz odbiornikiem GNSS. Tam mierzy się bezpośrednio ilość ziarna, a nie właściwości gleby. Pobieranie próbek glebowych z GPS polega z kolei na mechanicznym świdrowaniu lub automatycznym próbnikiem, który pobiera próbki co określoną siatkę punktów, a współrzędne są tylko do ich lokalizacji. Nie ma tam aktywnego wysyłania fal elektromagnetycznych w glebę. Jest też pokusa, żeby pomylić to urządzenie z czujnikami azotu w roślinach – one zazwyczaj są montowane na ramionach opryskiwacza lub z przodu ciągnika i analizują odbicie promieniowania w zakresie widzialnym i bliskiej podczerwieni od łanu roślin, nie od gleby. Tutaj mamy do czynienia z geofizycznym skanowaniem profilu glebowego, gdzie kluczowe jest właśnie odbicie fal elektromagnetycznych od różnych warstw i struktur. To badanie podłoża, a nie roślin ani bezpośredniego plonu. Dobrą praktyką jest odróżnianie systemów opartych tylko na lokalizacji GNSS od czujników, które rzeczywiście badają parametry fizyczne gleby czy roślin – wtedy takie pomyłki nie będą się pojawiały.