Poprawnie wskazane ukształtowanie terenu to w praktyce jeden z głównych wrogów stabilnego sygnału radiowego z bazy RTK. Łączność między stacją bazową a odbiornikiem na maszynie to łączność radiowa w paśmie UHF/VHF, która działa w dużej mierze „w linii widzenia”. Jeżeli pomiędzy anteną bazową a anteną na ciągniku pojawia się wysoka skarpa, las, zabudowania gospodarcze, głęboka dolina albo jedziesz za dużym kompleksem drzew, to fala radiowa jest częściowo tłumiona, odbijana lub całkiem zasłonięta. W efekcie odbiornik traci korekcję RTK i przechodzi np. na tryb DGPS lub zwykły GPS, co od razu widać po spadku dokładności prowadzenia równoległego. W dobrych praktykach projektowania sieci RTK zawsze dąży się do tego, żeby anteny bazowe były instalowane jak najwyżej, na masztach, silosach, dachach, tak aby zminimalizować wpływ przesłonięcia terenu. Moim zdaniem wielu operatorów trochę lekceważy ten temat i dopiero jak wjedzie się za las albo w nieckę, to wychodzi, jak ważna jest widoczność radiowa. W nowoczesnych systemach GNSS w rolnictwie precyzyjnym często stosuje się też korekcje przesyłane po sieci GSM (NTRIP), właśnie po to, żeby uniezależnić się od problemów z lokalnym radiem, choć i wtedy pozostaje kwestia zasięgu komórkowego. Dobrą praktyką jest regularne obserwowanie poziomu sygnału radiowego na terminalu, planowanie przejazdów tak, by newralgiczne fragmenty pola (np. za lasem, za budynkami) wykonywać przy możliwie najlepszych warunkach i odpowiednim ustawieniu anteny na maszynie (wysoko, bez zasłaniania przez kabinę, zbiornik zbożowy itp.). W terenie pofałdowanym lub silnie zadrzewionym realny zasięg radia RTK będzie zawsze krótszy niż „na papierze”.
Zanik sygnału radiowego z bazy RTK wielu osobom kojarzy się automatycznie z pogodą: deszczem, mgłą, „ciężką atmosferą”. To trochę naturalne skojarzenie, bo w telewizji satelitarnej czy w łączach mikrofalowych o bardzo wysokich częstotliwościach opady faktycznie potrafią mocno tłumić sygnał. W rolniczych systemach RTK używa się jednak zwykle znacznie niższych częstotliwości radiowych, gdzie typowe opady deszczu czy nawet gęsta mgła mają minimalny, praktycznie pomijalny wpływ na zasięg. Z mojego doświadczenia wynika, że rolnicy często mówią: „pada, to pewnie dlatego gubi RTK”, a prawdziwym powodem jest ukształtowanie terenu albo kiepsko zamontowana antena. Gęsta mgła to w zasadzie zawiesina bardzo drobnych kropelek w powietrzu, o małej gęstości wodnej w porównaniu z intensywną ulewą. Dla fal używanych w typowych radiomodmach RTK jej oddziaływanie jest praktycznie żadne, więc obwinianie zamglenia za zaniki sygnału to typowy błąd intuicyjnego myślenia: skoro człowiek „nie widzi”, to wydaje się, że i fale radiowe też „nie widzą”. Podobne nieporozumienie dotyczy zakłóceń od stacji telefonii komórkowej. Owszem, w teorii istnieje zjawisko zakłóceń między systemami radiowymi, ale w praktyce pasma są planowane i przydzielane tak, żeby nie nachodziły na siebie, a urządzenia muszą spełniać normy kompatybilności elektromagnetycznej (EMC). Stacje bazowe GSM/LTE pracują w innych zakresach częstotliwości niż większość rolniczych radiomodmów RTK, a sprzęt markowych producentów jest ekranowany i filtrowany. Jeśli pojawiają się problemy akurat w pobliżu masztu komórkowego, to najczęściej wychodzą na jaw błędy instalacji anteny RTK, za nisko zamontowanej lub z kiepskim kablem antenowym, a nie realne „zagłuszanie” przez sieć GSM. Kluczowe jest zrozumienie, że dla łącza radiowego RTK najważniejsza jest tzw. widoczność geometryczna pomiędzy antenami, a więc brak przeszkód terenowych, dużych budynków, gęstych zadrzewień czy wysokich nasypów. To właśnie teren, a nie deszcz, mgła czy sąsiadująca stacja komórkowa, decyduje w pierwszej kolejności o tym, czy sygnał dotrze stabilnie do odbiornika na maszynie. W dobrych praktykach zaleca się analizę mapy wysokościowej gospodarstwa, świadome rozmieszczanie baz RTK oraz testy zasięgu w różnych kierunkach, zamiast szukania winy w pogodzie czy „mitycznych” zakłóceniach od telefonii.