W zbilansowanym nawożeniu rzeczywiście kluczowa jest kontrola dawki azotu. Azot to składnik najbardziej „ruchliwy” w glebie, łatwo się wymywa, ulatnia i bardzo szybko reaguje na warunki pogodowe. Rośliny intensywnie reagują na jego nadmiar i niedobór, dlatego w praktyce rolniczej właśnie N pilnuje się najdokładniej. Moim zdaniem można powiedzieć, że azot to taki „gaz” w nawożeniu: daje szybki efekt, ale też łatwo przesadzić. Nadmiar azotu prowadzi do bujnego wzrostu wegetatywnego kosztem plonu generatywnego, zwiększa podatność na wyleganie, choroby grzybowe i obniża jakość plonu (np. parametry ziarna pszenicy mogą się poprawić tylko do pewnego poziomu dawki N, potem efekt jest odwrotny). Z kolei zbyt niska dawka powoduje wyraźne zahamowanie wzrostu, chlorozy liści i spadek plonu. Dobre praktyki zalecają dzielenie całkowitej dawki azotu na kilka aplikacji w sezonie, dostosowanych do fazy rozwojowej rośliny i warunków pogodowych, a także korzystanie z wyników analizy gleby, map zasobności oraz narzędzi precyzyjnych, jak N-sensory czy mapy aplikacyjne. W nowoczesnym rolnictwie właśnie dawka azotu jest najczęściej zmieniana przestrzennie (VRA – variable rate application), bo to on w największym stopniu decyduje o efektywności nawożenia i ryzyku środowiskowym. Kontrola N to też wymóg wielu programów rolno-środowiskowych i dobra praktyka zgodna z zasadami integrowanej produkcji roślinnej.
W zbilansowanym nawożeniu bardzo łatwo skupić się na jednym z makroskładników i uznać, że to on jest „najważniejszy do pilnowania”. W praktyce rolniczej fosfor, potas i wapno są oczywiście kluczowe dla żyzności gleby, ale ich rola w bieżącej, sezonowej kontroli dawki wygląda inaczej niż w przypadku azotu. Fosfor i potas są znacznie mniej mobilne w profilu glebowym, wolniej się przemieszczają i ich działanie jest bardziej długofalowe. Standardowe zalecenia nawozowe oparte na analizie gleby mówią wprost: P i K ustala się głównie na podstawie zasobności gleby i planowanego plonu, a nie koryguje się ich dawki co chwilę w trakcie wegetacji. Oczywiście można optymalizować dawki P i K, ale nie są one aż tak krytyczne pod względem ryzyka przenawożenia w jednym sezonie, jak azot. Wapnowanie to jeszcze inna historia – jest zabiegiem korygującym odczyn gleby, wykonywanym co kilka lat. Dawka CaO zależy od aktualnego pH, kategorii agronomicznej gleby i formy stosowanego wapna. To nie jest składnik, który precyzyjnie „dostraja się” co sezon w sensie zbilansowanego nawożenia azotowego, tylko raczej zabieg agrotechniczny poprawiający warunki dla pobierania wszystkich składników pokarmowych. Typowy błąd myślowy polega na wrzuceniu wszystkich makroskładników do jednego worka i założeniu, że skoro są ważne, to każdy z nich trzeba tak samo dokładnie kontrolować co do kilograma w danym roku. W praktyce, zgodnie z dobrą praktyką rolniczą i zaleceniami doradztwa, to właśnie azot wymaga najbardziej precyzyjnej, bieżącej kontroli dawki ze względu na jego dużą dynamikę w środowisku, wpływ na plon i jakość oraz ryzyko strat do wód i atmosfery. Fosfor, potas i wapno planuje się bardziej w perspektywie kilku lat i bilansu glebowego, a nie w tak „wrażliwym” trybie jak azot.