Ile wynosi wartość napięcia między punktami A i B w obwodzie, którego schemat przedstawiono na rysunku?

Wartość napięcia między punktami A i B wynosi 15 V, ponieważ w tym obwodzie trzeba uwzględnić nie tylko sumę rezystancji, ale też zwroty źródeł napięcia. Rezystory 2 Ω, 3 Ω i 5 Ω są połączone szeregowo, więc ich rezystancja zastępcza to 10 Ω. Źródła 20 V i 10 V są skierowane przeciwnie w oczku, dlatego napięcie wymuszające prąd w obwodzie wynosi 20 V - 10 V = 10 V. Prąd w obwodzie ma więc wartość $I=\frac{10}{10}=1\,A$. Przy takim prądzie spadek napięcia na rezystorze 5 Ω wynosi 5 V. Idąc od punktu A dolną gałęzią do punktu B, najpierw tracimy 5 V na rezystorze 5 Ω, a potem jeszcze 10 V na źródle napięcia. Razem daje to 15 V różnicy potencjałów między A i B. Moim zdaniem to bardzo dobry przykład, bo pokazuje typową praktyczną zasadę: przed liczeniem trzeba ustalić biegunowość źródeł i kierunek prądu, a nie tylko dodawać przypadkowe liczby ze schematu. W pomiarach rzeczywistych woltomierz podłączylibyśmy równolegle między A i B, pamiętając o polaryzacji przewodów pomiarowych. To jest zgodne z dobrą praktyką branżową: najpierw analiza schematu, potem pomiar, a na końcu interpretacja znaku i wartości napięcia.
Jeżeli wyszła inna wartość niż 15 V, to najczęściej problem leży w pominięciu kierunków źródeł napięcia albo w potraktowaniu obwodu tak, jakby wszystkie napięcia po prostu się dodawały. W tym układzie źródła 20 V i 10 V nie wspomagają się w pełni, tylko działają przeciwnie w jednym oczku. Dlatego do wyznaczenia prądu nie wolno przyjąć 30 V jako napięcia zasilającego cały obwód. To dałoby zawyżony prąd i potem złe spadki napięć na rezystorach. Z drugiej strony sama wartość 5 V może się pojawić, gdy ktoś policzy tylko spadek napięcia na rezystorze 5 Ω i zapomni, że między A i B znajduje się jeszcze źródło 10 V. To jest dość typowa pułapka na schematach: punkty pomiarowe nie zawsze obejmują tylko jeden element bierny. Wartość 12 V też nie wynika poprawnie z prawa Ohma ani z II prawa Kirchhoffa dla tego oczka; zwykle bierze się z przypadkowego mieszania rezystancji, np. z nieuwzględnienia całkowitej rezystancji szeregowej 2 Ω + 3 Ω + 5 Ω. Z kolei 17 V może wyglądać „blisko”, ale w analizie obwodów blisko nie znaczy dobrze, bo każdy spadek napięcia musi mieć uzasadnienie w prądzie i rezystancji. Poprawne podejście jest takie: ustalić rezystancję zastępczą 10 Ω, określić napięcie wypadkowe źródeł 10 V, policzyć prąd 1 A, a potem przejść od A do B przez elementy znajdujące się między tymi punktami. W praktyce serwisowej taka metoda chroni przed błędną diagnozą, na przykład przed uznaniem sprawnego zasilacza za uszkodzony tylko dlatego, że pomiar wykonano bez analizy biegunowości.