Na początku monitoringu jakości gleby i ziemi trzeba przede wszystkim zidentyfikować źródła mogące powodować zanieczyszczenie. To jest logiczny start całej procedury, bo zanim wybierze się punkty poboru próbek albo listę oznaczanych substancji, trzeba wiedzieć, skąd problem może pochodzić. W praktyce sprawdza się historię terenu, rodzaj prowadzonej działalności, magazyny paliw, składowiska odpadów, warsztaty, stacje paliw, zakłady chemiczne, drogi o dużym natężeniu ruchu czy miejsca awarii. Moim zdaniem to najważniejszy etap, bo bez niego badania robi się trochę na ślepo. Dobre praktyki branżowe wymagają najpierw rozpoznania terenu i stworzenia wstępnego modelu zanieczyszczenia: źródło emisji, możliwa droga migracji oraz obszar narażony. Dopiero potem dobiera się substancje, np. metale ciężkie, węglowodory ropopochodne, WWA albo pestycydy, oraz ustala siatkę poboru próbek. Takie podejście jest zgodne z zasadą racjonalnego monitoringu środowiska: najpierw rozpoznanie zagrożeń, potem pomiary terenowe i laboratoryjne, a na końcu ocena przekroczeń oraz ewentualne decyzje o rekultywacji.
W monitoringu gleby łatwo pomylić kolejność działań, bo wszystkie wymienione czynności faktycznie mogą występować w całej procedurze. Problem polega na tym, że nie każda z nich jest etapem początkowym. Samo określenie substancji, które mogą występować w glebie, jest ważne, ale powinno wynikać z wcześniejszego rozpoznania źródeł zanieczyszczeń. Inaczej lista analiz może być przypadkowa. Na przykład na terenie po stacji paliw sensownie bada się węglowodory ropopochodne, BTEX czy WWA, a przy dawnej galwanizerni większą uwagę zwraca się na metale, takie jak Cr, Ni, Cu albo Zn. Bez ustalenia, co działo się na danym obszarze, taki dobór parametrów jest mało profesjonalny. Pobieranie próbek według planu lokalizacji punktów też nie może być pierwszym krokiem, bo plan musi być oparty na wiedzy o potencjalnych ogniskach skażenia, kierunku spływu wód, ukształtowaniu terenu i sposobie użytkowania działki. Typowy błąd myślowy to założenie, że monitoring zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś jedzie w teren z próbnikiem. W rzeczywistości dużo pracy wykonuje się wcześniej, przy analizie dokumentacji, map, pozwoleń i historii użytkowania terenu. Sporządzenie dokumentacji o przekroczeniu norm oraz wskazanie terenów do rekultywacji to już etap końcowy, po wykonaniu badań laboratoryjnych i porównaniu wyników z wartościami dopuszczalnymi. Nie da się rzetelnie wskazać rekultywacji, zanim nie wiadomo, czy przekroczenia w ogóle wystąpiły. Dlatego poprawna kolejność zaczyna się od identyfikacji źródeł, a dopiero potem przechodzi do substancji, próbek, analiz i dokumentacji wynikowej.