Którą metodę badań przedstawiono na rysunku?

A. Magnetyczno-proszkową.
B. Penetracyjną.
C. Wizualną.
D. Ultradźwiękową.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2019 (arkusz M.37-X-19.01).
Na rysunku widać typowy obraz badania penetracyjnego, czyli PT. Charakterystyczny jest jasny, biały nalot wywoływacza oraz różowo-czerwony ślad penetrantu, który wyszedł z nieciągłości na powierzchnię. W tej metodzie najpierw oczyszcza się powierzchnię odlewu, potem nanosi barwny albo fluorescencyjny penetrant, usuwa jego nadmiar i nakłada wywoływacz. Jeżeli w materiale jest pęknięcie, porowatość otwarta na powierzchnię, zakucie, zimny zrost albo inna szczelina powierzchniowa, penetrant zostaje wciągnięty kapilarnie i po chwili tworzy widoczne wskazanie. Moim zdaniem to jedna z bardziej obrazowych metod NDT, bo wada po prostu „wychodzi” na białym tle. W praktyce stosuje się ją przy odlewach, spoinach, elementach po obróbce skrawaniem i częściach remontowanych. Dobre praktyki opisuje m.in. PN-EN ISO 3452, a personel powinien mieć kwalifikacje zgodne z PN-EN ISO 9712. Trzeba pamiętać, że metoda penetracyjna wykrywa głównie wady otwarte na powierzchnię, a nie typowe głębokie wady wewnętrzne.
W tym przypadku najważniejsze jest rozpoznanie śladów na powierzchni. Widoczny czerwono-różowy przebieg na jasnym tle nie pasuje do badania ultradźwiękowego, magnetyczno-proszkowego ani do zwykłej kontroli wizualnej. Badanie ultradźwiękowe daje informację z wnętrza materiału przez analizę odbić fali na ekranie defektoskopu, a nie przez barwny ślad na badanej powierzchni. Używa się głowicy, środka sprzęgającego i interpretuje echa, więc obraz z rysunku byłby dla tej metody trochę mylący. Metoda magnetyczno-proszkowa też może dawać widoczne wskazania, ale wymaga materiału ferromagnetycznego, magnesowania oraz proszku suchego lub zawiesiny cząstek magnetycznych. Wtedy wskazania zwykle wyglądają jak nagromadzenie proszku w miejscu rozproszenia pola magnetycznego, a nie jak rozlany barwnik na białym wywoływaczu. Sama metoda wizualna polega na oględzinach, często z lupą, endoskopem lub dobrym oświetleniem, ale bez etapu nanoszenia penetrantu i wywoływacza. Typowy błąd polega tu na tym, że ktoś widzi „pęknięcie na powierzchni” i od razu wybiera kontrolę wizualną. A tu istotny jest właśnie kontrastowy czerwony ślad, czyli efekt działania penetrantu. W warunkach warsztatowych taka metoda jest bardzo przydatna przy sprawdzaniu odlewów po oczyszczaniu, obróbce albo naprawie, lecz trzeba dobrze odtłuścić powierzchnię, bo brud i olej potrafią całkiem zepsuć wynik badania.