Najbardziej skuteczną metodą ochrony jabłek przed parchem jabłoni jest zastosowanie
Zastosowanie oprysków preparatem chemicznym to obecnie najskuteczniejsza metoda ochrony sadów jabłoniowych przed parchem jabłoni, czyli grzybem Venturia inaequalis. W praktyce sadowniczej stosuje się preparaty kontaktowe oraz układowe (systemiczne), które zabezpieczają zarówno liście, jak i owoce przed infekcją. Moim zdaniem, mimo że ochrona chemiczna często budzi kontrowersje, to właśnie ona umożliwia efektywną i przewidywalną ochronę plonu na dużą skalę. Jest to zresztą standardowa praktyka w sadownictwie towarowym, poparta wieloletnimi doświadczeniami oraz zaleceniami instytutów naukowych, takich jak Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach. Warto pamiętać, że stosowanie oprysków musi być zgodne z aktualnymi programami ochrony roślin i dostosowane do fazy rozwojowej drzewa oraz warunków pogodowych. Bardzo ważne jest też przestrzeganie okresów karencji i rotacja substancji czynnych, żeby zapobiegać uodparnianiu się patogenu. Przykładowo, w latach o dużej wilgotności, gdy parch ma idealne warunki do rozwoju, zabiegi chemiczne są właściwie jedyną realną opcją, żeby uratować plon. Dobrze przeprowadzona ochrona chemiczna pozwala osiągnąć wysoką jakość owoców, co jest nie do przecenienia z punktu widzenia rynku. Oczywiście zawsze warto łączyć metody, ale bez chemii walka z parchem jest po prostu nierówna.
W praktyce sadowniczej często spotykam się z przekonaniem, że wystarczy usuwać porażone liście lub polegać na naturalnych wrogach patogenu, żeby chronić jabłonie przed parchem. Niestety to rozwiązania raczej uzupełniające, a nie skuteczne na szeroką skalę. Usuwanie liści opadłych pod drzewami może ograniczyć źródło infekcji pierwotnej, ale nie daje gwarancji bezpieczeństwa plonu – zarodniki workowe grzyba i tak mogą się rozprzestrzeniać z sąsiednich plantacji czy przez wiatr. To raczej element higieny sadu niż realna ochrona. Jeśli chodzi o naturalnych wrogów, w Polsce nie ma wypracowanych metod biologicznych zwalczania parcha, które dawałyby choćby średni poziom bezpieczeństwa – grzyb ten jest bardzo agresywny i niełatwo znaleźć skutecznych antagonistów do praktycznego zastosowania. Kwarantanna młodych drzew to dobry pomysł przy chorobach wirusowych czy bakteryjnych, zwłaszcza w szkółkach, ale w przypadku parcha, który atakuje liście i owoce, nie rozwiąże problemu na plantacji produkcyjnej; zarodniki z łatwością docierają wszędzie, więc nie da się zbudować barier. Często wydaje się, że te metody wystarczą, bo są „naturalne” albo wymagają mniej pracy, ale moim zdaniem to typowy błąd myślenia życzeniowego. Ochrona chemiczna pozostaje niestety koniecznością, zwłaszcza przy intensywnych uprawach i w zmiennych warunkach pogodowych. Takie są realia branży i tego wymagają dobre praktyki sadownicze.