Zamgławianie drzew wodą podczas przymrozków to bardzo sprawdzona i praktyczna metoda ochrony kwitnących jabłoni. Para wodna, która powstaje przy zamgławianiu, osiada na kwiatach i pąkach, skrapla się, a gdy temperatura spada poniżej zera, tworzy się cienka warstwa lodu. I tutaj ważny aspekt – zamarzająca woda oddaje ciepło utajone, dzięki czemu temperatura pod tą warstwą lodu utrzymuje się blisko zera, a to chroni tkanki kwiatowe przed uszkodzeniem przez mróz. Wielu sadowników wykorzystuje tę technikę, bo jest stosunkowo prosta i nie wymaga zaawansowanych urządzeń. Oczywiście, nie zawsze jest łatwo – trzeba mieć odpowiednie systemy zraszające, dostęp do wody i kontrolować czas działania, ale jeśli ktoś myśli poważnie o produkcji, to zamgławianie jest wręcz podstawą w nowoczesnych sadach. Praktyka pokazuje, że zbyt późne lub zbyt krótkie zamgławianie nie da efektów – musi być rozpoczęte zanim temperatura spadnie poniżej zera i utrzymane, póki mróz nie odpuści. Warto też wiedzieć, że ta metoda jest zalecana przez Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach i jest szeroko opisana w literaturze sadowniczej. Moim zdaniem, bez tej wiedzy ciężko sobie poradzić w polskich realiach klimatycznych, gdzie przymrozki to prawdziwy postrach sadowników. Ostatecznie, to rozwiązanie chroni nie tylko kwiaty, ale i potencjalne plony.
W ochronie kwitnących jabłoni przed nocnymi przymrozkami warto sięgnąć po rozwiązania sprawdzone, a niestety nie wszystkie wymienione metody mają sens praktyczny czy merytoryczny. Podlewanie drzew roztworem mocznika służy zupełnie innym celom – to zabieg nawożenia azotowego, którego głównym zadaniem jest pobudzenie wzrostu i zapewnienie składników odżywczych, a nie ochrona przed niskimi temperaturami. Użycie mocznika w okresie kwitnienia może być wręcz szkodliwe, bo może powodować uszkodzenia delikatnych części roślin. Opryskiwanie drzew regulatorami wzrostu to z kolei zabieg, który ma wpływ na gospodarkę hormonalną rośliny, np. na zawiązywanie owoców, ale niestety nie chroni tkanek przed przemarznięciem. Takie środki stosuje się głównie wtedy, gdy sadownik chce wpłynąć na wielkość plonu czy poprawę jakości owoców, a nie w celu ochrony przed mrozem. Malowanie pni białą farbą z dodatkiem wapna to kolejna dobrze znana praktyka, ale jej celem jest zminimalizowanie nagrzewania się pni w słoneczne zimowe dni, co zapobiega pękaniu kory od mrozu i tzw. ranom zgorzelinowym. Jednak nie ma to związku z ochroną kwiatów czy pąków przed przymrozkami – ta metoda dotyczy raczej ochrony strukturalnej drzew, a nie delikatnych organów generatywnych. Często błędne rozumowanie prowadzi do przekonania, że każde nawadnianie czy oprysk zawsze pomaga przy mrozie, co jest poważnym uproszczeniem i może doprowadzić do strat. W sadownictwie liczy się precyzja zabiegów i stosowanie ich zgodnie z rzeczywistym zagrożeniem – w tym przypadku tylko zamgławianie wodą daje realną barierę termiczną chroniącą kwiaty przed przemarznięciem. Inne wymienione metody, choć mają swoje ważne miejsce w technologii uprawy, nie są skuteczne w kontekście ochrony przed przymrozkami.