Odpowiedź jest trafiona, bo uprawa marchwi bezpośrednio po zastosowaniu obornika jest sporym ryzykiem – zwłaszcza, jeśli komuś zależy na zdrowej, niepopękanej korzeniowej marchwi. Wynika to stąd, że świeży obornik (albo nawet półroczny) zawiera sporo łatwo dostępnych form azotu i innych składników mineralnych, które mogą wywołać deformacje, rozgałęzienia, a nawet popękania korzeni marchwi. Z mojego doświadczenia taka marchew jest nie tylko brzydka, ale i gorzej się przechowuje – szybciej gnije. Fachowcy zalecają stosować obornik pod warzywa korzeniowe (nie tylko marchew, ale też pietruszkę czy buraki) minimum rok wcześniej, najlepiej jesienią pod przedplon, żeby składniki mineralne się rozłożyły i nie były już tak agresywne. Poza tym, w warunkach intensywnej produkcji, nadmiar azotu z świeżego obornika może też powodować kumulację azotanów – a to już kwestia zdrowotna. Oberżyna, papryka czy sałata to rośliny, które znoszą świeższy obornik lepiej, bo mają krótszy system korzeniowy i korzystają z dostępnych składników bez poważnych deformacji. Takie są zalecenia i praktyka w nowoczesnych gospodarstwach ogrodniczych.
Niektórzy myślą, że każde warzywo może być uprawiane bezpośrednio po oborniku, ale to błąd – szczególnie w przypadku marchwi i innych roślin korzeniowych. Oberżyna czy papryka należą do warzyw, które dobrze wykorzystują świeże składniki pokarmowe z obornika, mają głębszy, rozbudowany system korzeniowy, który nie jest aż tak wrażliwy na wysokie stężenie składników mineralnych. Sałata też potrafi skorzystać z szybko dostępnego azotu, choć czasem przesada w nawożeniu może sprzyjać kumulacji azotanów w liściach, ale nie skutkuje to deformacjami jak u marchwi. Typowym błędem jest patrzenie tylko na potrzeby pokarmowe roślin, a nie na ich reakcję na świeżą materię organiczną. Marchew wyjątkowo źle znosi resztki słomy i świeżych nawozów organicznych – wtedy jej korzenie robią się rozgałęzione, wykrzywione, czasem popękane. Wynika to z nadmiaru łatwo przyswajalnego azotu i nierównomiernego rozkładu materii organicznej w glebie. Z moich obserwacji – nawet jeśli jeszcze ktoś zaryzykuje uprawę marchwi po oborniku, to nie uzyska plonów dobrej jakości handlowej. Praktyka rolnicza od lat pokazuje, że kluczowe jest dobieranie kolejności upraw na polu w taki sposób, by minimalizować powstawanie wad fizjologicznych, zwłaszcza w warzywach korzeniowych. Warto zawsze sprawdzać zalecenia uprawowe dla konkretnego gatunku – one nie powstały bez powodu, tylko właśnie w odpowiedzi na tego typu problemy.