Zgodnie z definicją Światowej Organizacji Turystyki (WTO) podróżą turystyczną jest wyjazd
Odpowiedź z półrocznym kursem językowym w Londynie najlepiej pasuje do definicji Światowej Organizacji Turystyki, bo spełnia najważniejsze kryteria podróży turystycznej. Według standardów WTO/UNWTO chodzi o wyjazd poza zwykłe otoczenie człowieka, na okres nie dłuższy niż 12 kolejnych miesięcy, w celu innym niż podjęcie pracy wynagradzanej w odwiedzanym miejscu. Kurs językowy trwa pół roku, więc mieści się w limicie czasu, a cel edukacyjny jest uznawany za jeden z dopuszczalnych celów podróży turystycznej. To ważne, bo turystyka to nie tylko plaża, hotel i zwiedzanie z aparatem. Moim zdaniem to częsty błąd w myśleniu: uczniowie kojarzą turystykę tylko z wypoczynkiem, a w praktyce branżowej mamy też turystykę edukacyjną, zdrowotną, biznesową, religijną czy kongresową. W biurze podróży taki wyjazd można obsługiwać przez dobór transportu, zakwaterowania, ubezpieczenia, transferu z lotniska oraz informacji o dokumentach wjazdowych. Dobra praktyka branżowa polega na tym, żeby zawsze sprawdzić trzy rzeczy: czas pobytu, cel wyjazdu i to, czy klient nie jedzie tam do pracy zarobkowej.
Przy tym pytaniu łatwo wpaść w pułapkę prostego skojarzenia, że każdy wyjazd za miasto albo każdy wyjazd za granicę to automatycznie podróż turystyczna. Definicja WTO/UNWTO jest jednak bardziej precyzyjna. Liczy się wyjazd poza zwykłe otoczenie, odpowiedni czas trwania oraz cel, który nie polega na wykonywaniu pracy wynagradzanej w miejscu pobytu. Wyjazd nad Zalew Sulejowski wygląda na rekreacyjny i w realnym życiu często faktycznie mógłby być turystyką, jeśli odbywa się poza codziennym otoczeniem tej osoby. W zadaniu testowym trzeba jednak patrzeć na wariant najbardziej jednoznaczny definicyjnie. Weekendowy wyjazd bywa lokalnym wypoczynkiem, a opis nie daje tak czystej informacji jak pobyt edukacyjny za granicą trwający mniej niż rok. Wyjazd żołnierzy do Iraku w ramach misji NATO nie ma charakteru turystycznego, bo jest związany z obowiązkami służbowymi, bezpieczeństwem i działaniami wojskowymi, a nie z dobrowolnym korzystaniem z usług turystycznych. Z kolei wyjazd do pracy w Holandii odpada bardzo wyraźnie, ponieważ głównym celem jest podjęcie zatrudnienia i uzyskiwanie wynagrodzenia w miejscu pobytu. To już migracja zarobkowa albo wyjazd pracowniczy, nie turystyka. Z mojego doświadczenia najlepiej zapamiętać prostą zasadę: podróż turystyczna może być edukacyjna, wypoczynkowa czy biznesowa, ale nie może być wyjazdem po to, żeby normalnie pracować w odwiedzanym kraju lub regionie.