Wybór prasy hydraulicznej do montażu „suchej” tulei cylindrowej to dokładnie to, czego oczekują producenci silników i normy warsztatowe. Taka tuleja jest osadzana na tzw. wcisk w gniazdo w bloku silnika, więc potrzebna jest kontrolowana, osiowa siła, bez uderzeń i bez przekoszeń. Prasa hydrauliczna pozwala równomiernie dociśnąć tuleję na całym obwodzie, dzięki czemu nie deformuje się jej kształt, nie uszkadza się powierzchni współpracujących i zachowana jest współosiowość z wałem korbowym i pozostałymi cylindrami. Moim zdaniem to jest jeden z tych procesów, gdzie „na oko” i „jakoś to będzie” kończy się później zatarciem, nadmiernym zużyciem pierścieni albo problemami z kompresją. W praktyce dobry mechanik stosuje prasę z odpowiednimi tulejami montażowymi lub pierścieniami oporowymi, które opierają się tylko o wzmocnione, przewidziane przez producenta miejsca tulei, a nie o jej cienką część roboczą. Często stosuje się też delikatne posmarowanie gniazda olejem montażowym lub specjalną pastą, zgodnie z dokumentacją serwisową danego silnika. W wielu instrukcjach napraw (np. dokumentacje OEM, normy producentów ciężarówek i maszyn budowlanych) jest wyraźnie zapisane: montaż tulei tylko na prasie, bez użycia młotków. Dodatkowo dobrze jest kontrolować wymiar gniazda i tulei czujnikiem zegarowym lub średnicówką, żeby mieć pewność, że pasowanie jest w normie i że wcisk nie jest ani za duży, ani za mały. To podejście po prostu minimalizuje ryzyko pęknięcia bloku, rozwarstwienia tulei czy mikropęknięć, które potem wychodzą dopiero pod obciążeniem i temperaturą.
Przy montażu „suchej” tulei cylindrowej kluczowe jest zrozumienie, że mamy do czynienia z precyzyjnym elementem silnika, który pracuje w bardzo wysokich obciążeniach mechanicznych i termicznych. Każde uszkodzenie, nawet drobne, na etapie montażu będzie się później mściło w postaci spadku kompresji, przegrzewania, nierównej pracy silnika albo przyspieszonego zużycia pierścieni tłokowych. Z tego powodu wszelkie metody „uderzeniowe” są po prostu sprzeczne z dobrą praktyką warsztatową. Użycie młotka ślusarskiego wydaje się niektórym kuszące, bo jest szybko i „zawsze tak robiliśmy”, ale w rzeczywistości prowadzi do punktowych uderzeń, które łatwo powodują przekoszenie tulei w gnieździe, zadzior na krawędzi lub mikropęknięcia. Nawet jeśli tuleja wejdzie, to współosiowość z osią cylindra i wału korbowego może być zaburzona, a to już prosta droga do problemów z trwałością silnika. Młotek gumowy wydaje się łagodniejszą wersją tego samego pomysłu, ale zasada jest identyczna: wciąż wprowadza się drgania, uderzenia i brak pełnej kontroli nad siłą montażu. Guma tylko tłumi hałas, nie rozwiązuje problemu precyzyjnego, osiowego wcisku. Z kolei ściągacz do łożysk jest narzędziem zaprojektowanym głównie do demontażu, a nie do dokładnego wciskania tulei w gniazdo. Przy próbie wykorzystania go „odwrotnie” trudno zachować idealne prowadzenie, rozkład sił na całym obwodzie oraz właściwe podparcie bloku i tulei. Typowy błąd myślowy polega na traktowaniu tulei cylindrowej jak zwykłego łożyska albo tulejki ślizgowej, które można „dobić” czy „dociągnąć” czymkolwiek, byle weszło. W silnikach spalinowych tolerancje są jednak na tyle małe, a obciążenia na tyle duże, że stosowanie przypadkowych narzędzi kończy się często niewidocznymi na pierwszy rzut oka uszkodzeniami. Standardy producentów i literatura serwisowa jasno wskazują na konieczność użycia prasy hydraulicznej i odpowiednich przyrządów montażowych. W praktyce profesjonalny warsztat nie ryzykuje blokiem silnika wartego często kilka tysięcy złotych, tylko stosuje narzędzia, które gwarantują osiowy nacisk, brak uderzeń i pełną kontrolę nad procesem wciskania tulei.