Na schemacie pokazany jest typowy przyrząd do próby szczelności cylindrów, czyli tzw. tester leak–down. Mamy zasilanie sprężonym powietrzem, reduktor ciśnienia, dwa manometry oraz króciec wkręcany w miejsce świecy zapłonowej lub wtryskiwacza. Zasada działania jest inna niż przy „zwykłym” pomiarze ciśnienia sprężania: tutaj nie mierzymy, jakie ciśnienie wytwarza sam silnik podczas obracania rozrusznikiem, tylko doprowadzamy stałe ciśnienie z zewnątrz i obserwujemy, ile z niego „ucieka” przez nieszczelności. W praktyce wygląda to tak, że ustawiasz tłok badanego cylindra w GMP sprężania, blokujesz wał (żeby się nie obracał), podłączasz przyrząd, ustawiasz ciśnienie referencyjne, a następnie odczytujesz procentowy spadek na drugim manometrze. Na tej podstawie oceniasz stan zaworów, pierścieni tłokowych, gładzi cylindra, a nawet uszczelki pod głowicą. Moim zdaniem to jedno z najdokładniejszych badań mechanicznych silnika, bo nie tylko pokazuje, że jest nieszczelność, ale też często pozwala ją zlokalizować – słuchając gdzie ucieka powietrze (dolot, wydech, korek oleju, zbiorniczek płynu chłodzącego). W dobrych serwisach przy diagnozie problemów z mocą czy nierówną pracą, próba szczelności jest traktowana jako standardowa procedura, często ważniejsza niż sam pomiar ciśnienia sprężania, bo daje bardziej powtarzalne wyniki i mniej zależy od prędkości obrotowej rozrusznika czy stanu akumulatora.
Na rysunku nie jest pokazany klasyczny manometr do pomiaru ciśnienia sprężania ani żaden przyrząd do badania wydajności pompy oleju, tylko specjalistyczny tester do próby szczelności cylindrów. To ważne rozróżnienie, bo w praktyce warsztatowej pomiar ciśnienia sprężania i próba szczelności często są mylone, a służą do trochę innych rzeczy. Przy pomiarze stopnia sprężania w ogóle nie używa się przyrządu podłączanego do sprężonego powietrza. Stopień sprężania to wielkość geometryczna silnika (stosunek objętości cylindra przy DMP do objętości komory spalania przy GMP) i wyznacza się go z wymiarów konstrukcyjnych, ewentualnie z dokumentacji producenta. Manometr nic tu nie pomoże, bo nie mierzy geometrii, tylko ciśnienie. Częsty błąd uczniów to mylenie „stopnia sprężania” z „ciśnieniem sprężania” – brzmi podobnie, ale to zupełnie inne pojęcia. Z kolei pomiar ciśnienia sprężania wykonuje się prostym kompresometrem, który ma jeden manometr i zaworek zwrotny, a silnik sam wytwarza ciśnienie podczas obracania rozrusznikiem. Na schemacie wyraźnie widać zasilanie z zewnętrznego źródła sprężonego powietrza, redukcję ciśnienia i dwa wskaźniki, co jest typowe właśnie dla testera leak–down. Badanie wydajności pompy oleju również wygląda inaczej: podłącza się manometr do kanału olejowego i mierzy ciśnienie oleju przy określonych obrotach i temperaturze, nie ma tu mowy o podawaniu powietrza do cylindra. Dobra praktyka diagnostyczna jest taka, że gdy kompresja wychodzi słaba, dopiero próba szczelności cylindrów pozwala precyzyjnie ocenić, którędy ucieka medium robocze i czy winne są zawory, pierścienie, gładź cylindra czy uszczelka pod głowicą. To właśnie odróżnia ten przyrząd od wszystkich pozostałych wymienionych w odpowiedziach.