Do oceny stanu technicznego układu wydechowego pod kątem hałasu stosuje się sonometr, bo jest to przyrząd specjalnie zaprojektowany do pomiaru poziomu dźwięku w decybelach [dB]. Sonometr mierzy ciśnienie akustyczne i przelicza je na wartość zgodną z odpowiednimi charakterystykami ważenia, najczęściej A (dB(A)), która odpowiada czułości ludzkiego ucha. W diagnostyce pojazdów to jest istotne, bo przepisy homologacyjne i wymagania stacji kontroli pojazdów odnoszą się właśnie do poziomu hałasu mierzonego w dB(A). W praktyce na stanowisku diagnostycznym mikrofon sonometru ustawia się w ściśle określonej odległości od wylotu układu wydechowego i pod określonym kątem, przy zadanych obrotach silnika, zgodnie z normami i instrukcjami producentów, a także z wymaganiami prawnymi (np. rozporządzeniami dotyczącymi badań technicznych pojazdów). Moim zdaniem warto też pamiętać, że poprawny pomiar wymaga wyciszonego otoczenia, braku silnych odbić dźwięku od ścian oraz stabilnych warunków pracy silnika. Dobrą praktyką jest stosowanie sonometru z aktualnym świadectwem wzorcowania, bo tylko wtedy wynik można uznać za wiarygodny przy ocenie, czy pojazd spełnia dopuszczalne normy hałasu. W warsztatach, które poważnie podchodzą do diagnostyki, sonometr jest traktowany tak samo poważnie jak analizator spalin czy tester hamulców – to normalne narzędzie pomiarowe, a nie gadżet. Właśnie dlatego w tym pytaniu jedynym sensownym wyborem jest sonometr.
W diagnostyce układu wydechowego łatwo pomylić rodzaje przyrządów, bo na co dzień używa się wielu różnych mierników i czujników. Jednak do pomiaru głośności, czyli poziomu hałasu generowanego przez układ wydechowy, wymagany jest przyrząd, który mierzy parametry akustyczne, a nie temperaturę, ciśnienie czy drgania. Stąd wybór pirometru, manometru albo nawet stetoskopu wynika zwykle z tego, że ktoś kojarzy je z "diagnostyką" w ogóle, ale nie zastanawia się, jaką wielkość fizyczną dany przyrząd tak naprawdę mierzy. Pirometr służy do bezkontaktowego pomiaru temperatury, najczęściej na zasadzie detekcji promieniowania podczerwonego. Owszem, w układzie wydechowym można nim sprawdzić nagrzewanie się kolektora, katalizatora czy filtra DPF, co jest bardzo przydatne przy diagnozowaniu zapchania albo przegrzewania. Jednak pirometr w ogóle nie rejestruje poziomu dźwięku, więc nie nadaje się do oceny hałasu. Manometr natomiast mierzy ciśnienie, na przykład ciśnienie oleju, ciśnienie doładowania czy ciśnienie w układzie paliwowym. W wydechu można analizować przeciwciśnienie spalin, ale robi się to innymi metodami i nie ma to nic wspólnego z pomiarem głośności w decybelach. Z kolei stetoskop warsztatowy służy do nasłuchiwania hałasów lokalnych, np. łożysk, popychaczy zaworowych, alternatora czy pompy wody. Daje mechanikowi subiektywną ocenę dźwięku, ale nie podaje żadnej wartości liczbowej, nie spełnia też żadnych norm akustycznych. To bardziej narzędzie do lokalizacji źródła stuków niż do formalnego pomiaru. Z mojego doświadczenia wynika, że typowy błąd polega na utożsamianiu "słuchania" z "mierzeniem" – tymczasem w diagnostyce, szczególnie gdy w grę wchodzą normy prawne i badanie techniczne, liczy się twardy, zweryfikowany pomiar w dB(A), który może zapewnić wyłącznie sonometr. Dlatego wszystkie inne przyrządy, choć przydatne w warsztacie, w tym konkretnym zadaniu po prostu nie spełniają wymogów pomiarowych.