Pobranie danych badanego pojazdu z Centralnej Ewidencji Pojazdów jako pierwsza czynność w badaniu okresowym to nie jest jakiś „papierowy” wymysł, tylko realny element procedury technicznej. Diagnosta musi najpierw zidentyfikować pojazd: sprawdzić numer VIN, markę, model, rodzaj paliwa, dopuszczalną masę całkowitą, przeznaczenie pojazdu, terminy poprzednich badań, a także ewentualne adnotacje urzędowe (np. taxi, L, pojazd uprzywilejowany). Dane te są dostępne właśnie w CEP i dopiero na ich podstawie można dobrać właściwy zakres badania, normy oraz wartości graniczne. Na przykład inne wymagania będą dla samochodu osobowego, inne dla ciężarówki z przyczepą, jeszcze inne dla pojazdu z instalacją gazową. Moim zdaniem, bez tego etapu całe badanie jest po prostu „w ciemno” i może być nieważne formalnie. W praktyce na SKP wygląda to tak, że diagnosta loguje się do systemu, pobiera dane z CEP, porównuje je z dowodem rejestracyjnym i oznaczeniami na pojeździe, a dopiero potem zaczyna pomiary: hamulce, amortyzatory, analizę spalin, oświetlenie itd. Jest to zgodne z dobrą praktyką branżową i zasadami organizacji pracy – najpierw dokumentacja i identyfikacja, potem czynności techniczne. To też element bezpieczeństwa i odpowiedzialności zawodowej diagnosty, bo każda pomyłka w identyfikacji pojazdu może skutkować błędnie przeprowadzonym badaniem lub wpisem do systemu.
W badaniu okresowym wykonywanym w Stacji Kontroli Pojazdów bardzo łatwo skupić się od razu na czynnościach stricte technicznych: pomiar zadymienia, współczynnik tłumienia amortyzatorów, ciśnienie w oponach. To są ważne elementy diagnostyki, ale nie mogą być pierwszym krokiem. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś myśli: „badanie techniczne = sprawdzanie stanu technicznego”, więc od razu chce mierzyć czy pojazd spełnia normy. Tymczasem przed każdą oceną stanu trzeba mieć pewność, co to za pojazd i jakie normy go obowiązują. Pomiar zadymienia spalin silnika ZI jest sam w sobie źle dobranym przykładem, bo zadymienie dotyczy przede wszystkim silników ZS (wysokoprężnych), a dla silników ZI bada się zwykle skład spalin analizatorem. Niezależnie od tego szczegółu, badanie emisji spalin jest etapem środkowym procedury, wykonywanym dopiero po wstępnej identyfikacji pojazdu i sprawdzeniu danych w systemie. Podobnie ze sprawdzeniem współczynnika tłumienia amortyzatorów osi przedniej – to jest już szczegółowy pomiar na stanowisku rolkowym lub płytowym, który wymaga wcześniejszego wprowadzenia danych pojazdu do systemu, bo od nich zależą dopuszczalne wartości, sposób pomiaru i interpretacja wyników. Sprawdzanie i regulacja ciśnienia w ogumieniu do wartości nominalnych to raczej czynność serwisowa, nie diagnostyczna w ścisłym znaczeniu, i wykonywana jest pomocniczo, często już w trakcie badania, żeby pomiar amortyzatorów czy hamulców był miarodajny. Jednak nawet jeśli diagnosta skoryguje ciśnienie, to i tak nie może tego zrobić przed formalnym przyjęciem pojazdu do badania i pobraniem danych z CEP. Z mojego doświadczenia, dobra praktyka organizacji pracy w SKP jest taka: najpierw dokumentacja i identyfikacja pojazdu w Centralnej Ewidencji Pojazdów, dopiero później wszystkie pomiary eksploatacyjne. Odwrócenie tej kolejności może prowadzić do bałaganu, a w skrajnym przypadku do zakwestionowania wyniku badania.