Poprawnie – przy uszkodzonym gwincie gniazda świecy zapłonowej w głowicy standardową i zalecaną metodą jest tulejowanie otworu i ponowne nagwintowanie. Chodzi o zastosowanie specjalnej tulejki naprawczej (np. typu Helicoil lub innej wkładki gwintowanej do świec), która odtwarza oryginalny wymiar i skok gwintu, a jednocześnie wzmacnia miejsce osadzenia świecy. W praktyce mechanik najpierw rozwierca i frezuje uszkodzony otwór, następnie wykonuje nowy gwint pod tuleję, wkręca tulejkę z odpowiednim zabezpieczeniem i dopiero w tę tuleję montuje świecę zapłonową. Dzięki temu zachowana jest szczelność komory spalania, właściwe odprowadzenie ciepła ze świecy do głowicy i odpowiednia wytrzymałość połączenia, nawet przy wysokim ciśnieniu i temperaturze. Moim zdaniem to jest jedna z tych napraw, gdzie nie warto iść na skróty, bo wyrwany gwint świecy w czasie pracy silnika potrafi narobić bardzo drogich szkód. W dobrych serwisach stosuje się specjalne zestawy naprawcze do gwintów świec, często z prowadnicą, żeby otwór był idealnie współosiowy z gniazdem. Warto też pamiętać, że taka operacja powinna być wykonana bardzo starannie, najlepiej przy zdemontowanej głowicy, żeby opiłki nie dostały się do cylindra. Tulejowanie pozwala przywrócić fabryczne parametry połączenia gwintowego bez konieczności wymiany całej głowicy, co jest zgodne z powszechnie przyjętymi technologiami napraw producentów i literaturą warsztatową dotyczącą regeneracji głowic silników spalinowych.
Uszkodzony gwint gniazda świecy zapłonowej w głowicy to nie jest drobiazg, który da się „przegonić” narzynką albo dociągnąć nową świecą. W silniku panuje wysokie ciśnienie spalania, duża temperatura i częste zmiany obciążenia termicznego, więc połączenie gwintowe świecy musi mieć pełną nośność i zachowaną geometrię. Próba poprawiania istniejącego gwintu narzynką jest merytorycznie chybiona, bo narzynka służy do nacinania gwintów zewnętrznych, a nie wewnętrznych. Do gwintów w otworach używa się gwintowników. Nawet gdyby ktoś użył gwintownika, to przy mocno zniszczonym gwincie tylko „przeczesze” resztki materiału, dodatkowo go osłabiając. Efekt jest taki, że świeca będzie trzymać się na minimalnej powierzchni nośnej, łatwo o zerwanie gwintu podczas dokręcania lub pracy silnika. Dość popularne, ale bardzo błędne myślenie to założenie, że nowa świeca „sama poprawi” uszkodzony gwint. W praktyce świeca jest zbyt twarda i za krótka roboczo, żeby poprawnie uformować gwint w miększym aluminium głowicy. Z mojego doświadczenia takie podejście zwykle kończy się całkowitym wyrwaniem pozostałego gwintu, zakleszczeniem świecy lub jej przekoszeniem. To stwarza ryzyko nieszczelności komory spalania, przedmuchów spalin, a nawet wyrzucenia świecy z głowicy pod obciążeniem. Równie złym pomysłem jest rozwiercanie otworu na „kolejny wymiar naprawczy” i bezpośrednie nagwintowanie go pod większą świecę. W silnikach samochodowych gwinty świec mają określone, zunifikowane wymiary, a konstrukcja gniazda, grubość materiału i odległości od kanałów wodnych i zaworów są dobrane fabrycznie. Samowolna zmiana średnicy gwintu świecy może doprowadzić do osłabienia głowicy, pęknięć między gniazdem a kanałem chłodzącym lub kolizji z tłokiem przy wystającej zbyt głęboko świecy. Dobre praktyki warsztatowe i instrukcje regeneracji głowic jasno wskazują, że przy poważniejszym uszkodzeniu gwintu świecy stosuje się tulejki/wkładki naprawcze o oryginalnym wymiarze gwintu, a nie kombinacje z inną średnicą czy „dociąganiem” nową świecą. Typowym błędem myślowym jest tu chęć szybkiego, taniego rozwiązania bez zrozumienia obciążeń działających na to połączenie i konsekwencji dla całego silnika.