W tym zadaniu kluczowe jest poprawne wybranie tylko tych części i czynności, które rzeczywiście zostały wykonane, a potem policzenie osobno kosztu materiałów i robocizny. Z opisu wynika, że wymieniono: filtr paliwa, filtr kabinowy i komplet klocków hamulcowych osi przedniej. Z tabeli części bierzemy więc: filtr paliwa 115,00 zł, filtr kabinowy 85,00 zł oraz klocki hamulcowe osi przedniej 95,00 zł. Suma części: 115 + 85 + 95 = 295,00 zł netto. Następnie trzeba doliczyć koszt robocizny. Z tabeli czynności serwisowych bierzemy tylko te trzy operacje: wymiana filtra paliwa – 0,5 rg, wymiana filtra kabinowego – 0,3 rg, wymiana klocków hamulcowych osi przedniej – 1,2 rg. Łączny czas: 0,5 + 0,3 + 1,2 = 2,0 roboczogodziny. Stawka godzinowa wynosi 90,00 zł netto, więc koszt pracy: 2,0 × 90,00 zł = 180,00 zł netto. Całkowity koszt naprawy netto: 295,00 zł (części) + 180,00 zł (robocizna) = 475,00 zł. Moim zdaniem to typowy przykład z praktyki warsztatowej, gdzie bardzo łatwo przez nieuwagę doliczyć części lub czynności, których faktycznie nie było. W rzeczywistym serwisie, zgodnie z dobrą praktyką i standardami kosztorysowania, zawsze rozdziela się pozycje materiałowe od robocizny, korzysta z cennika roboczogodziny i z tabel czasów napraw (np. katalogi czasów producenta), a potem wszystko się sumuje. Taki sposób liczenia pozwala jasno wytłumaczyć klientowi, skąd wzięła się kwota na fakturze i uniknąć nieporozumień. Warto też zwrócić uwagę, że wymiana klocków hamulcowych, szczególnie na osi przedniej, jest klasyczną czynnością w układzie hamulcowym i zawsze powinna być wyceniana z uwzględnieniem zarówno części, jak i pracy mechanika – samo założenie tanich klocków bez uczciwej wyceny robocizny jest po prostu nieprofesjonalne.
W tym zadaniu pułapka polega głównie na pochopnym zliczaniu wszystkich pozycji z tabel, zamiast uważnego czytania treści. W praktyce warsztatowej, tak jak i tutaj, do kosztorysu wchodzą wyłącznie te części i czynności, które faktycznie zostały wykonane przy danym zleceniu. Jeśli ktoś otrzymał wynik zbyt niski, zwykle pominął koszt robocizny albo zliczył tylko jedną z pozycji, np. same części bez roboczogodzin. To typowy błąd: patrzymy na ceny filtrów i klocków, sumujemy 115 zł + 85 zł + 95 zł = 295 zł i traktujemy to jako wynik końcowy. Tymczasem zgodnie z zasadami kosztorysowania w serwisie zawsze trzeba doliczyć robociznę według czasu naprawy i stawki za roboczogodzinę. Z drugiej strony, jeżeli wynik wyszedł za wysoki, to najczęściej ktoś doliczył elementy, których w opisie zlecenia w ogóle nie ma, np. olej silnikowy, filtr oleju, klocki tylne czy tarcze hamulcowe. To jest bardzo niebezpieczny nawyk – mechanik lub doradca serwisowy nie może "z automatu" brać całej tabeli, tylko musi filtrować pozycje zgodnie z zakresem zlecenia. Kolejny błąd myślowy to mylenie czasu robocizny z ilością części. Niektóre osoby sumują wszystkie czasy z tabeli czynności, także te, które nie były wykonane (np. wymianę klocków tylnej osi), co sztucznie zawyża liczbę roboczogodzin. Dobra praktyka jest taka, że najpierw identyfikujemy, jakie dokładnie operacje zostały wykonane, odczytujemy ich czasy, sumujemy je, a dopiero na końcu mnożymy przez stawkę za roboczogodzinę. W tym zadaniu prawidłowe jest więc wzięcie trzech czasów: 0,5 rg za filtr paliwa, 0,3 rg za filtr kabinowy i 1,2 rg za klocki przednie, co daje łącznie 2,0 rg. Pomijanie któregokolwiek z tych elementów albo dokładanie dodatkowych pozycji prowadzi do wyników odbiegających od 475 zł. W realnym warsztacie takie błędy skutkują albo stratą finansową serwisu, albo niezadowoleniem klienta, więc warto już na etapie nauki pilnować logicznego, krok po kroku liczenia kosztów.