Pomiar ciśnienia oleju na rozgrzanym silniku jest przyjętym w branży standardem, bo tylko wtedy uzyskujemy wynik, który coś realnie mówi o stanie układu smarowania. Olej po rozgrzaniu do temperatury roboczej ma dużo mniejszą lepkość niż na zimno, dzięki czemu przepływ przez kanały olejowe, panewki, filtr i pompę odpowiada warunkom, w jakich silnik faktycznie pracuje na co dzień. Producenci w dokumentacji serwisowej zawsze podają wartości ciśnienia oleju właśnie dla określonej temperatury roboczej (np. 80–90°C) i określonych obrotów, dlatego pomiar na zimno jest po prostu niemiarodajny – wartości będą sztucznie zawyżone. Na rozgrzanym silniku widać, czy pompa oleju utrzymuje odpowiednie ciśnienie na biegu jałowym i przy podwyższonych obrotach, czy nie ma nadmiernych luzów na panewkach, czy filtr nie jest przytkany. W praktyce wygląda to tak, że mechanik odpala silnik, czeka aż włączy się wentylator chłodnicy lub aż wskaźnik temperatury osiągnie zakres roboczy, dopiero wtedy podłącza manometr w miejsce czujnika ciśnienia oleju i porównuje uzyskany wynik z danymi serwisowymi. Moim zdaniem to jedno z podstawowych badań diagnostycznych przy podejrzeniu zużycia silnika albo problemów z układem smarowania. Warto też pamiętać, że po wymianie oleju czy filtra można dodatkowo sprawdzić ciśnienie, ale wciąż – na rozgrzanym silniku, bo tylko wtedy mamy sensowne odniesienie do norm.
Przy pomiarze ciśnienia oleju kluczowe jest zrozumienie, że olej zmienia swoje właściwości wraz z temperaturą, a silnik ma pracować poprawnie w warunkach roboczych, nie „garażowych”. Pomiar na zimnym silniku daje złudnie wysokie wartości, ponieważ zimny olej ma dużo większą lepkość, stawia większy opór przepływu i pompa bez problemu buduje wysokie ciśnienie. Taki wynik może wyglądać na książkowy, a mimo to silnik po rozgrzaniu będzie miał za niskie ciśnienie na biegu jałowym i w praktyce dojdzie do przyspieszonego zużycia panewek czy wałka rozrządu. Dlatego opieranie diagnostyki tylko na pomiarze „na zimno” to typowy błąd, który wynika z myślenia: jak na starcie jest dobrze, to potem też będzie. Niestety w realnym serwisie to się po prostu nie sprawdza. Podobnie mylące jest traktowanie pomiaru ciśnienia oleju jako czynności, którą „zawsze” robi się przed albo po wymianie oleju. Wymiana oleju jest zabiegiem obsługowym, a pomiar ciśnienia – zabiegiem diagnostycznym. Oczywiście można po wymianie oleju sprawdzić ciśnienie, jeśli są jakieś wątpliwości, ale nie jest to sztywna reguła ani wymóg producenta przy każdej obsłudze okresowej. Takie podejście często bierze się z przekonania, że skoro olej jest nowy, to trzeba go jakoś „skontrolować”, zamiast skupić się na faktycznym celu pomiaru, czyli ocenie stanu pompy, luzów w łożyskach ślizgowych i ogólnej kondycji układu smarowania przy temperaturze roboczej. Prawidłowa procedura według instrukcji serwisowych polega na rozgrzaniu silnika do temperatury pracy, ustabilizowaniu obrotów, podłączeniu manometru w miejsce czujnika ciśnienia i dopiero wtedy porównaniu wskazań z wartościami katalogowymi. Wszystko inne to raczej skróty myślowe niż rzetelna diagnostyka.