Przy demontażu łożyska z pierścieniem uszczelniającym siłę należy zawsze przyłożyć do zdejmowanego pierścienia łożyska, czyli dokładnie do tego elementu, który ma się przemieścić względem wału lub obudowy. Dzięki temu obciążenia z demontażu przechodzą bezpośrednio przez pierścień, który jest docelowo wyciskany, a nie przez elementy toczne czy uszczelnienie. Moim zdaniem to jest jedna z podstawowych zasad pracy z łożyskami, a mimo to w praktyce często się o niej zapomina. W dobrych instrukcjach serwisowych producentów łożysk (SKF, FAG, NSK itp.) wyraźnie jest zaznaczone: siła montażu i demontażu musi działać na ten pierścień, który jest osadzony ciasno i jest aktualnie zdejmowany. W przeciwnym razie bardzo łatwo o mikrouszkodzenia bieżni, odkształcenie koszyka albo zarysowanie powierzchni tocznych. W warsztatach motoryzacyjnych widać to np. przy wymianie łożysk kół, łożysk alternatora czy sprzęgieł jednokierunkowych – używa się odpowiednich ściągaczy, tulei i pras, tak żeby łapały dokładnie za pierścień, a nie za zewnętrzne elementy czy sam uszczelniacz. Dobrą praktyką jest też kontrola, który pierścień ma pasowanie ciasne (najczęściej ten na wale w łożyskach szybkoobrotowych), i odpowiednie ustawienie ściągacza. Wtedy demontaż jest czysty, bez szarpania, łożysko nie dostaje dodatkowych obciążeń udarowych, a gniazdo w obudowie i czop wału pozostają w dobrym stanie. Przy okazji – jeżeli łożysko ma być ponownie użyte, to takie „kulturalne” zdjęcie go ze współosiowym dociskiem do zdejmowanego pierścienia bardzo zwiększa szansę, że nie pojawią się później hałasy czy przegrzewanie podczas pracy.
W przypadku demontażu łożysk z pierścieniem uszczelniającym kluczowa zasada brzmi: nigdy nie wolno przenosić siły przez elementy, które nie są przeznaczone do przenoszenia takich obciążeń montażowo–demontażowych. Elementy toczne, czyli kulki lub wałeczki, mają przenosić obciążenia robocze podczas obrotu, równomiernie rozłożone na bieżniach, a nie punktowe uderzenia z młotka czy nacisk ściągacza. Jeżeli przyłożymy siłę do elementów tocznych, to cała energia przechodzi przez bardzo małe powierzchnie styku i powoduje wgniotki, mikropęknięcia, tzw. brinellowanie bieżni. Na początku często nic nie widać, ale po złożeniu łożysko zaczyna hałasować, grzać się i ma skróconą trwałość. Z podobnego powodu niewłaściwe jest traktowanie łożyska jako jednego „klocka” i działanie siłą na wszystkie elementy naraz. W praktyce oznacza to zwykle łapanie ściągaczem za zewnętrzne krawędzie lub nawet za uszczelnienie. Takie działanie prowadzi do przekoszenia podczas wyciskania, niszczenia pierścienia uszczelniającego, a czasem do uszkodzenia gniazda w obudowie. Z mojego doświadczenia wynika, że wielu mechaników z przyzwyczajenia ciągnie za to, co jest łatwo dostępne, zamiast chwilę się zastanowić, który pierścień faktycznie jest zdejmowany i gdzie powinien być przyłożony nacisk. Równie błędne jest przykładanie siły do pierścienia, który pozostaje na swoim miejscu, czyli do niezdejmowanego pierścienia. Wtedy obciążenia przechodzą przez elementy toczne wewnątrz łożyska, co znowu prowadzi do ich przeciążenia i uszkodzenia bieżni. Dobre praktyki warsztatowe i zalecenia producentów są tutaj bardzo jednoznaczne: ściągacz, prasa, tuleja montażowa – wszystko musi opierać się na pierścieniu, który w danym etapie operacji jest przemieszczany. Ignorowanie tej zasady to prosty sposób na niewidoczne na pierwszy rzut oka uszkodzenia, które później wracają w postaci reklamacji i konieczności ponownej naprawy.