Na rysunku pokazano typowy schemat tarcia granicznego: dwie chropowate powierzchnie metalowe są oddzielone bardzo cienką warstwą środka smarnego, która wypełnia nierówności, ale nie tworzy pełnego filmu olejowego jak przy tarciu płynnym. Przy obciążeniu Pn i ruchu względnym v część mikrowierzchołków (tzw. asperytów) wciąż styka się metal–metal, a część jest oddzielona warstwą chemicznie związanych cząsteczek oleju i dodatków przeciwzużyciowych (EP, AW). Właśnie taki stan nazywa się tarciem granicznym. W praktyce występuje on bardzo często w silnikach i układach napędowych: przy rozruchu zimnego silnika, w łożyskach ślizgowych przy małych prędkościach, na krzywkach wałka rozrządu, w sworzniach tłokowych, w wielowypustach czy w przegubach, kiedy film olejowy jest jeszcze zbyt cienki, żeby całkowicie oddzielić powierzchnie. Z mojego doświadczenia w warsztacie wynika, że właśnie w tych warunkach jakość oleju i dodatków ma kluczowe znaczenie – dobre oleje według norm ACEA, API czy producenta pojazdu zawierają pakiet dodatków, które tworzą na powierzchni metalu trwałą warstwę ochronną. Dzięki temu zmniejsza się zużycie cierne, zatarcia i przegrzewanie elementów współpracujących. Tarcie graniczne jest więc takim "stanem przejściowym" między tarciem suchym a płynnym, ale bardzo ważnym z punktu widzenia trwałości silnika i przekładni.
Rysunek przedstawia sytuację, w której między dwiema chropowatymi powierzchniami jest bardzo cienka, nieregularna warstwa środka smarnego wypełniająca nierówności, a jednocześnie część mikrowierzchołków wciąż styka się bezpośrednio. To nie jest ani klasyczne tarcie płynne, ani toczne, ani typowe tarcie suche. W tarciu płynnym powierzchnie są całkowicie rozdzielone przez ciągły film olejowy o odpowiedniej grubości i ciśnieniu hydrodynamicznym lub hydrostatycznym. Profile chropowatości nie powinny się wtedy stykać, a nośność układu zapewnia ciśnienie w warstwie oleju. Taki stan mamy np. w dobrze nasmarowanym łożysku ślizgowym wału korbowego przy nominalnych obrotach i właściwej lepkości oleju. Na rysunku natomiast widać przenikanie się nierówności, co sugeruje kontakt graniczny. Tarcie toczne kojarzy się z łożyskami kulkowymi, wałeczkowymi czy stożkowymi, gdzie ruch odbywa się głównie przez toczenie elementów tocznych po bieżniach. Wtedy na schematach widoczne są kulki lub wałeczki, a strefa kontaktu ma zupełnie inny charakter – skoncentrowane pola nacisku i smarowanie elasto-hydrodynamiczne, a nie taka rozlana, cienka warstwa jak tutaj. Z kolei tarcie suche występuje wtedy, gdy między powierzchniami praktycznie nie ma środka smarnego i dominują bezpośrednie styki metal–metal, duża temperatura, szybkie zużycie, ryzyko zatarcia. W praktyce jest to sytuacja awaryjna, np. jazda bez oleju, zapieczone sworznie, prowadnice bez smaru. Typowym błędem jest utożsamianie każdego szkicu z widocznymi liniami kontaktu z tarciem suchym albo zakładanie, że jak widać jakikolwiek olej, to od razu musi być tarcie płynne. W rzeczywistości w większości węzłów maszynowych w pojazdach mamy mieszany reżim smarowania, gdzie właśnie tarcie graniczne odgrywa dużą rolę i wymusza stosowanie odpowiednich olejów, dodatków i procedur obsługowych.