Szczelność przestrzeni nadtłokowej sprawdza się właśnie przez pomiar ciśnienia sprężania, bo to najbardziej bezpośrednio pokazuje, jak dobrze tłok, pierścienie tłokowe, zawory i uszczelka pod głowicą utrzymują mieszankę w cylindrze. Jeżeli silnik jest mechanicznie zdrowy, to podczas suwu sprężania manometr wkręcony w gniazdo świecy zapłonowej (albo wtryskiwacza w dieslu) pokaże określone, dość wysokie ciśnienie, zwykle zbliżone między wszystkimi cylindrami. Normy serwisowe producentów podają zarówno wartość minimalną ciśnienia, jak i dopuszczalną różnicę między cylindrami, i to są właśnie punkty odniesienia w praktycznej diagnostyce. W warsztacie stosuje się specjalny przyrząd – manometr do pomiaru kompresji – oraz określoną procedurę: rozgrzany silnik, odłączone zasilanie paliwa, wciśnięty pedał gazu, rozrusznik kręci kilka sekund. Na podstawie wyniku można wstępnie ocenić, czy problem jest w pierścieniach, zaworach, czy może w uszczelce pod głowicą. Z mojego doświadczenia pomiar kompresji to jedno z pierwszych badań przy podejrzeniu zużycia silnika, zwiększonego zużycia oleju, spadku mocy czy kłopotach z odpalaniem na ciepło. Dobrą praktyką jest też porównanie wyników z pomiarem próbnikiem szczelności cylindrów (tzw. leak-down tester), ale to już bardziej zaawansowana diagnostyka. Sam pomiar ciśnienia sprężania jest szybki, stosunkowo prosty i daje bardzo konkretną informację o szczelności przestrzeni nadtłokowej, dlatego w podręcznikach i instrukcjach serwisowych jest traktowany jako podstawowa metoda oceny stanu mechanicznego silnika.
W ocenie szczelności przestrzeni nadtłokowej kluczowe jest zrozumienie, co tak naprawdę chcemy sprawdzić. Chodzi o to, czy podczas suwu sprężania mieszanka lub powietrze nie „ucieka” przez zawory, pierścienie tłokowe, gładź cylindra albo uszczelkę pod głowicą. Z tego powodu sama kontrola luzów zaworowych nie wystarczy. Luzy oczywiście muszą być ustawione zgodnie z danymi producenta, bo zbyt mały luz może powodować niedomykanie zaworów, a zbyt duży – hałas i gorszą pracę. Ale nawet idealnie ustawione luzy nie powiedzą nam, czy gniazda zaworowe nie są wypalone, a pierścienie tłokowe zużyte. Podobnie jest ze średnicą cylindra. Pomiar średnicy, owalizacji i stożkowatości mikrometrem czy średnicówką jest ważny przy remoncie silnika, bo wtedy dobiera się nadwymiarowe tłoki i pierścienie. Jednak sam fakt, że średnica jest w tolerancji, nie oznacza jeszcze, że cały układ tłok–pierścienie–cylinder jest szczelny podczas pracy pod ciśnieniem. To bardziej pomiar geometryczny niż diagnostyka szczelności. Płaskość głowicy też bywa myląca jako kryterium. Owszem, krzywa głowica może doprowadzić do przedmuchów pod uszczelką, ale mierzenie jej liniałem i szczelinomierzem to kontrola przygotowawcza przy demontażu, a nie szybki test eksploatacyjny. W praktyce warsztatowej, kiedy silnik jest złożony i ma pracować w samochodzie, jedyną sensowną metodą z wymienionych jest pomiar ciśnienia sprężania, bo od razu pokazuje, ile rzeczywistego ciśnienia powstaje w danym cylindrze i czy nie ma strat przez nieszczelności. Typowym błędem myślowym jest skupianie się wyłącznie na wymiarach i regulacjach mechanicznych, bez sprawdzenia, jak cały układ zachowuje się w realnych warunkach pracy. Dlatego pomiary luzów, średnic czy płaskości są ważne, ale bardziej przy remoncie kapitalnym, a nie przy bieżącej ocenie szczelności przestrzeni nadtłokowej w aucie, które przyjechało na diagnostykę.