Wybór elektrycznej pojemności akumulatora jako podstawy do ustalenia prądu ładowania jest dokładnie tym, czego oczekuje się w praktyce warsztatowej i według zaleceń producentów. Standardowo przyjmuje się, że bezpieczny prąd ładowania akumulatora kwasowo‑ołowiowego wynosi około 0,1C, czyli 10% jego pojemności znamionowej. Przykład: akumulator 60 Ah powinien być ładowany prądem ok. 6 A w trybie normalnym. Dzięki temu ogranicza się zjawisko nadmiernego gazowania elektrolitu, przegrzewania płyt i przyspieszonej degradacji masy czynnej. Moim zdaniem to jedna z podstawowych rzeczy, które warto mieć „w głowie” przy każdym kontakcie z prostownikiem. W praktyce serwisowej, gdy dobierasz prostownik sieciowy, zawsze patrzysz na tabliczkę znamionową akumulatora: najpierw napięcie (żeby dobrać odpowiedni typ prostownika: 12 V, 24 V itd.), a natężenie prądu ładowania ustawiasz właśnie pod kątem pojemności, nie prądu rozruchowego. Producenci akumulatorów w kartach katalogowych często podają zalecany zakres prądów ładowania, zazwyczaj wprost jako ułamek pojemności C. Dodatkowo, przy ładowaniu serwisowym lub regeneracyjnym stosuje się czasem mniejsze prądy, np. 0,05C, żeby delikatniej odsiarczyć płyty i zmniejszyć ryzyko uszkodzeń. W nowoczesnych prostownikach mikroprocesorowych ustawiasz tylko pojemność akumulatora, a elektronika sama dobiera prąd ładowania według dobranych algorytmów i etapów ładowania (bulk, absorption, float). Cała logika opiera się więc właśnie o pojemność, bo to ona określa ile ładunku akumulator może przyjąć i jak szybko można go bezpiecznie uzupełniać.
Przy ustalaniu natężenia prądu ładowania akumulatora prostownikiem sieciowym wiele osób intuicyjnie patrzy na parametry, które kojarzą się im z „mocą” akumulatora, jak prąd rozruchowy czy maksymalny prąd rozładowania. To dość typowy błąd myślowy: skoro akumulator potrafi oddać duży prąd przy rozruchu, to wydaje się, że można go tak samo mocno ładować. W rzeczywistości prąd rozruchowy jest parametrem krótkotrwałym, określanym dla bardzo specyficznych warunków (niskie temperatury, określone napięcie końcowe podczas testu), i służy wyłącznie do oceny zdolności do uruchomienia silnika. Nie ma on być wyznacznikiem prądu ładowania, bo ładowanie to proces długotrwały, w którym kluczowe jest ograniczenie zjawisk destrukcyjnych wewnątrz ogniw, takich jak nadmierne gazowanie, przegrzewanie czy odpadanie masy czynnej z płyt. Podobnie maksymalny prąd rozładowania nie jest parametrem, którym należy się kierować przy ustawianiu prostownika. Określa on, jaki prąd akumulator może krótkotrwale oddać do odbiornika, ale nie mówi nic o tym, jakim prądem powinien być zasilany podczas ładowania zgodnie z dobrą praktyką eksploatacyjną. Akumulator można traktować trochę jak zbiornik na energię: to jego pojemność decyduje, jak „szybko” wolno go napełniać, żeby go nie uszkodzić. Wymienione w odpowiedziach napięcie nominalne jest oczywiście bardzo ważne przy doborze odpowiedniego typu prostownika (żeby nie podłączyć prostownika 24 V do akumulatora 12 V), ale samo napięcie nie służy do określania natężenia prądu ładowania. Napięcie definiuje poziom, do którego ładujemy (np. około 14,4 V dla klasycznego akumulatora 12 V w trybie cyklicznym), natomiast wielkość prądu powinna wynikać z pojemności akumulatora, zwykle jako określony ułamek C. Z mojego doświadczenia wynika, że kierowanie się prądem rozruchowym przy ustawianiu prostownika prowadzi często do zbyt dużych prądów ładowania, co skraca żywotność akumulatorów, mimo że na początku motor kręci pięknie. Dobre praktyki warsztatowe i zalecenia producentów mówią jasno: napięcie dobierasz do typu i liczby ogniw, a prąd ładowania – do pojemności elektrycznej, trzymając się typowo poziomu około 0,1C, chyba że dokumentacja konkretnego akumulatora podaje inaczej.