Prawidłowa zasada dokręcania śrub głowicy w rzędowym silniku wielocylindrowym to właśnie od środka do zewnątrz. Chodzi o to, żeby najpierw dociągnąć głowicę w centralnej części, a dopiero potem „wypychać” naprężenia ku krawędziom. Dzięki temu powierzchnia styku głowica–blok jest dociskana możliwie równomiernie, co zmniejsza ryzyko jej wyboczenia, skręcenia czy mikropęknięć. Moim zdaniem to jedna z tych zasad, które warto mieć w głowie zawsze, niezależnie od konkretnego modelu auta. W praktyce producent podaje zwykle nie tylko kolejność, ale też kilka etapów dokręcania: najpierw wstępny moment, potem właściwy moment, a na końcu dociąganie o określony kąt (np. 90°+90°). Wszystko to robione właśnie w sekwencji od środkowych śrub ku zewnętrznym. Jeżeli zastosujesz tę metodę, zmniejszasz ryzyko rozszczelnienia uszczelki pod głowicą, przegrzewania miejscowego, wycieków płynu chłodzącego czy oleju. W nowoczesnych silnikach, gdzie głowice są często aluminiowe, a bloki żeliwne, różnice rozszerzalności cieplnej są spore, więc równomierny rozkład naprężeń ma naprawdę duże znaczenie. W serwisach, które trzymają się instrukcji producenta i tej zasady od środka do zewnątrz, głowice po naprawach znacznie rzadziej wymagają ponownego planowania czy wymiany. Warto też pamiętać, że podobną logikę stosuje się przy dokręcaniu innych elementów o dużej powierzchni, np. pokryw łożysk wału czy kolektorów – zawsze chodzi o równomierne rozłożenie sił zacisku.
Przy dokręcaniu głowicy w rzędowym silniku wielocylindrowym kluczowe jest zrozumienie, jak rozkładają się naprężenia w materiale głowicy i bloku. Intuicja czasem podpowiada, żeby iść „po kolei” od jednej strony – na przykład od skrzyni biegów albo od napędu rozrządu – ale to jest właśnie typowy błąd myślowy. Taka metoda powoduje, że jedna część głowicy jest już mocno dociśnięta, a druga jeszcze „wisi”, co prowadzi do skręcania i wyginania całej powierzchni. Podobnie dokręcanie od zewnątrz do środka wygląda na pierwszy rzut oka rozsądnie, bo ktoś może pomyśleć: najpierw złapię krawędzie, żeby wszystko się trzymało, a potem dopnę środek. W praktyce tworzy to jednak coś w rodzaju „łódki” – brzegi są przyciągnięte do bloku, a środek potrafi się minimalnie wybrzuszyć. Potem, kiedy dociągasz środkowe śruby, materiał już jest częściowo odkształcony i pojawiają się nierównomierne naprężenia. To prosta droga do problemów z uszczelką pod głowicą, nieszczelności między kanałami olejowymi i wodnymi, a nawet do mikropęknięć w strefie komór spalania. Z mojego doświadczenia, ignorowanie zalecanej kolejności to jedna z głównych przyczyn powrotów klientów po „remoncie” silnika. Producenci w instrukcjach serwisowych bardzo wyraźnie pokazują schemat: zaczynamy od śrub w centralnej części głowicy, potem przechodzimy stopniowo na boki, najczęściej w układzie symetrycznym, coś jak gwiazda albo przekładanka. Chodzi o to, żeby głowica była „dociągana” do płaszczyzny bloku równomiernie, bez punktowego przeciążania krawędzi czy jednego końca. Dlatego wszystkie pomysły typu „od strony skrzyni”, „od strony rozrządu” czy „najpierw krawędzie, potem środek” są sprzeczne z dobrą praktyką warsztatową i z wytycznymi producentów. W nowoczesnych silnikach, gdzie używa się śrub rozciąganych (TTY – torque to yield), takie błędy w kolejności są szczególnie groźne, bo śruba po jednorazowym dociągnięciu w niewłaściwy sposób już nie pracuje tak, jak powinna. Trzymanie się zasady od środka do zewnątrz to po prostu podstawa poprawnego montażu głowicy.