Samoistny wzrost poziomu oleju w silniku po naprawie, przy niezmienionej ilości oleju dolewanego z zewnątrz, bardzo często wskazuje na przedostawanie się innego medium do miski olejowej. W praktyce warsztatowej najczęściej jest to płyn chłodzący, który trafia do komory korbowej przez uszkodzoną uszczelkę pod głowicą, pękniętą głowicę albo rzadziej pęknięty blok. Uszczelka pod głowicą oddziela kanały olejowe od kanałów cieczy chłodzącej i komór spalania. Gdy jest uszkodzona, może dojść do mieszania się tych mediów. Objawia się to właśnie wzrostem poziomu „oleju”, który w rzeczywistości jest rozcieńczony płynem chłodniczym, zmianą koloru (kawa z mlekiem, emulsja), często pojawia się też szlam pod korkiem wlewu oleju. Z mojego doświadczenia mechanicy czasem patrzą tylko na bagnet i cieszą się, że „oleju przybyło”, a to jest bardzo groźne, bo lepkość smaru spada, film olejowy się zrywa i szybciej zużywają się panewki, czopy wału, krzywki rozrządu. Dobrą praktyką jest, żeby przy każdym niewytłumaczalnym wzroście poziomu oleju od razu sprawdzić jego stan wizualnie, zrobić test na obecność CO2 w płynie chłodzącym, a także ciśnienie w układzie chłodzenia. W nowoczesnych serwisach stosuje się też analizę oleju w laboratorium. W normach producentów pojazdów praktycznie zawsze jest zapis, że przy podejrzeniu uszkodzenia uszczelki pod głowicą nie wolno eksploatować pojazdu, bo może dojść do zatarcia silnika. W codziennej pracy w warsztacie warto też pamiętać, że po każdej ingerencji w głowicę i jej demontażu obowiązkowo stosuje się nowe śruby głowicy, nową uszczelkę i wykonuje się kontrolę płaskości głowicy oraz momentów dokręcania według danych serwisowych, żeby właśnie uniknąć takich problemów po naprawie.
Samoistny wzrost poziomu oleju w misce olejowej to dość charakterystyczny objaw i moim zdaniem łatwo tu wpaść w złe skojarzenia, jeśli patrzy się tylko na sam układ smarowania. Wiele osób od razu myśli o pompie olejowej, bo skoro coś jest „nie tak” z olejem, to winna musi być pompa. W praktyce uszkodzenie pompy olejowej powoduje spadek ciśnienia oleju, kontrolka ciśnienia na desce, stuki z okolic dołu silnika, ale nie powoduje przybywania oleju. Pompa nie wytwarza oleju, ona jedynie go przetłacza w obiegu zamkniętym. Nawet jeśli jest zużyta, oleju w misce nie będzie więcej, tylko smarowanie będzie gorsze. Podobnie zużycie czopów wału korbowego czy panewek powoduje zwiększenie luzów i spadek ciśnienia oleju, czasem charakterystyczne stuki pod obciążeniem, ale bilans ilościowy oleju dalej się nie zmienia. Olej co najwyżej szybciej się starzeje, jest bardziej napowietrzony, może go też trochę więcej ubywać przez przedmuchy i spalanie, ale na pewno nie będzie go przybywać na bagnecie. Nadmierne zabrudzenie filtra oleju też bywa mylące. Brudny filtr powoduje wzrost oporów przepływu, otwarcie zaworu obejściowego (bypass) i przepływ oleju z pominięciem wkładu filtrującego. Skutkiem jest gorsza filtracja, możliwe zanieczyszczenie kanałów olejowych, przyspieszone zużycie elementów, ale poziom oleju pozostaje taki sam. Błąd myślowy, który się tu często pojawia, polega na tym, że skoro objaw dotyczy układu smarowania, to szukamy przyczyny wyłącznie w nim, a tymczasem problem może wynikać z innego układu – w tym wypadku chłodzenia. Uszkodzona uszczelka pod głowicą umożliwia przedostawanie się płynu chłodzącego do miski olejowej, co daje złudne „przybywanie oleju”. Dobrą praktyką diagnostyczną jest zawsze zadać sobie pytanie: skąd fizycznie mógł się tam wziąć dodatkowy płyn? Jeżeli nie dolewaliśmy oleju, to znaczy, że musiał się tam dostać z innego obiegu. Dlatego przy takich objawach nie warto skupiać się na pompie, filtrze czy samym zużyciu wału, tylko od razu sprawdzić uszczelkę pod głowicą, stan płynu chłodniczego oraz ewentualne ślady emulsji w silniku.