Prawidłowa odpowiedź to 11:1, ponieważ właśnie taki rząd wielkości stopnia sprężania spotyka się w większości nowoczesnych silników benzynowych wolnossących. W uproszczeniu oznacza to, że objętość mieszanki w cylindrze przy dolnym martwym położeniu tłoka jest około 11 razy większa niż przy górnym martwym położeniu. Tak dobrany stopień sprężania jest kompromisem między sprawnością, mocą, kulturą pracy a odpornością na spalanie stukowe. Z mojego doświadczenia, w typowych autach osobowych widzi się dziś wartości około 10:1–12:1 dla benzyny, a w silnikach z bezpośrednim wtryskiem i zaawansowanym sterowaniem zapłonem potrafi być jeszcze wyższy, ale dalej w tym przedziale. W praktyce warsztatowej ta wiedza przydaje się przy ocenie wyników pomiaru ciśnienia sprężania – mechanik od razu kojarzy, że silnik o stopniu sprężania około 11:1 powinien dawać stosunkowo wysokie wartości ciśnienia w cylindrach i jeśli są mocno zaniżone, to szuka zużycia pierścieni, gładzi cylindrów lub nieszczelnych zaworów. Wyższy stopień sprężania poprawia sprawność cieplną silnika (lepsze wykorzystanie energii paliwa), ale wymaga paliwa o odpowiedniej liczbie oktanowej, właściwego kąta wyprzedzenia zapłonu i dobrze działającego układu chłodzenia. Producenci dobierają ten parametr tak, żeby silnik dobrze współpracował z paliwem 95 RON, nie stukał i jednocześnie spełniał normy emisji spalin. W nowoczesnych konstrukcjach ECU dodatkowo koryguje zapłon na podstawie czujnika spalania stukowego, co pozwala bezpiecznie wykorzystać stopień sprężania rzędu 11:1 w codziennej eksploatacji.
W tym zadaniu łatwo się pomylić, bo same liczby wyglądają podobnie, a zapis typu 1:11 i 11:1 może na pierwszy rzut oka wydawać się tylko odwróceniem kolejności. W technice silnikowej stopień sprężania definiuje się jednak jednoznacznie jako stosunek objętości cylindra przy dolnym martwym położeniu tłoka do objętości przy górnym martwym położeniu. Dlatego prawidłowy zapis dla typowego współczesnego silnika benzynowego to 11:1, a nie 1:11 czy 6:1. Warianty 1:6 lub 1:11 w praktyce nie występują, bo oznaczałyby, że objętość komory spalania przy górnym położeniu tłoka jest odpowiednio sześć lub jedenaście razy większa niż przy dolnym, co fizycznie mija się z celem pracy silnika. Silnik z takimi parametrami miałby znikomą sprawność, bardzo niskie ciśnienie końca sprężania i praktycznie brak sensownego momentu obrotowego. To wbrew podstawowym zasadom termodynamiki silników spalinowych, gdzie dąży się do zwiększania stopnia sprężania, oczywiście w granicach odporności na spalanie stukowe. Częsty błąd polega na myleniu kierunku zapisu, bo ktoś kojarzy, że „coś tam było z jedynką i jedenastką”, ale nie utrwalił sobie definicji. Drugi typowy skrót myślowy to przenoszenie liczb z silników wysokoprężnych na benzynowe – diesle mają stopnie sprężania rzędu 16:1–20:1 i komuś może się wydawać, że 6:1 to „niższa, więc benzynowa” wartość. Tymczasem obecne silniki o zapłonie iskrowym pracują zwykle w okolicach 10:1–12:1, a niższe wartości były charakterystyczne dla bardzo starych konstrukcji, często przystosowanych do paliw o dużo gorszej liczbie oktanowej. W nowoczesnej motoryzacji dobry dobór stopnia sprężania jest kluczowy dla osiągów, spalania i emisji spalin, dlatego warto tę wielkość dobrze kojarzyć i nie odwracać proporcji w zapisie.