Wybranie normy EURO 3 wynika bezpośrednio z porównania zmierzonych wartości emisji z tabelą. Żeby to dobrze zrozumieć, trzeba przeanalizować każdy składnik spalin osobno. Dla CO zmierzono 0,5 g/km – ta wartość spełnia wymagania od EURO 3 do EURO 6 (bo limit 0,64; 0,5; 0,5; 0,5; 0,5 g/km nie jest przekroczony). Dla HC mamy 0,05 g/km – to pasuje do EURO 3 (limit 0,06) oraz do EURO 4–6 (limit 0,05), więc też nie zawęża normy. NOx = 0,17 g/km – i tu robi się ciekawie: mieści się w EURO 3 (0,5) i EURO 4 (0,25) oraz minimalnie w EURO 5 (0,18), ale już przekracza bardzo ostry limit EURO 6 (0,08 g/km). Kluczowe jest jednak to, że dla EURO 3 obowiązuje wskaźnik HC+NOx z limitem 0,56 g/km. Z pomiaru mamy HC+NOx = 0,5 g/km, więc idealnie mieści się w wymaganiach EURO 3. Natomiast patrząc na tabelę, dla EURO 4–6 również istnieje osobny limit HC+NOx, który jest coraz niższy: 0,3; 0,23; 0,17 g/km. Nasze 0,5 g/km znacznie te wartości przekracza, więc pojazd nie może spełniać EURO 4, 5 ani 6. Pył PM = 0,004 g/km spełnia nawet EURO 6 (limit 0,005), ale sama zgodność jednego parametru nic nie daje, jeśli inny przekracza normę. W praktyce, przy diagnostyce pojazdu, zawsze trzeba patrzeć na wszystkie wskaźniki jednocześnie – najmocniej „zaostrzony” parametr decyduje o klasie emisji. Moim zdaniem to zadanie dobrze pokazuje typowy błąd: wielu mechaników patrzy tylko na NOx albo PM, a zapomina o sumarycznym HC+NOx. W warsztacie, przy przygotowaniu auta do badań homologacyjnych lub okresowych, zwraca się szczególną uwagę na sprawność układu wtryskowego, EGR oraz filtrów DPF/FAP, bo to one wpływają właśnie na NOx, HC i PM. Tutaj widać, że silnik jest dość „czysty”, ale nie aż tak, by wpasować się w najnowsze normy – stąd właściwa jest norma EURO 3.
Żeby dobrze zrozumieć, dlaczego wybór EURO 4, EURO 5 albo EURO 6 jest nieprawidłowy, trzeba popatrzeć na normy emisji całościowo, a nie tylko na pojedyncze, wybrane wartości. Częsty błąd polega na tym, że ktoś zauważa bardzo niską emisję CO lub PM i od razu zakłada, że pojazd spełnia najostrzejszą normę. To tak nie działa. W normach EURO każdy składnik spalin ma swój osobny, twardy limit i przekroczenie choćby jednego z nich dyskwalifikuje pojazd z danej klasy. W tym zadaniu zwracają uwagę dwie rzeczy: parametr NOx oraz łączny wskaźnik HC+NOx. NOx na poziomie 0,17 g/km wygląda całkiem dobrze i na pierwszy rzut oka może sugerować nawet EURO 5, bo mieści się poniżej 0,18 g/km. Jednak to tylko fragment układanki. Dla EURO 4, EURO 5 i EURO 6 mamy w tabeli jeszcze bardziej wymagające limity dla sumy HC+NOx: odpowiednio 0,3; 0,23; 0,17 g/km. Nasz pojazd ma HC+NOx = 0,5 g/km, czyli wyraźnie za dużo jak na te normy. To właśnie ten parametr eliminuje pojazd z wyższych klas, mimo że PM (0,004 g/km) świetnie mieści się nawet w EURO 6, a CO i HC są również na bardzo dobrym poziomie. Z mojego doświadczenia wynika, że uczniowie i nawet niektórzy praktycy mylą się tu, bo skupiają się na jednym „modnym” wskaźniku, np. tylko na pyłach PM albo tylko na NOx. Tymczasem w homologacji emisji spalin obowiązuje zasada: wszystkie kryteria muszą być spełnione jednocześnie. Jeżeli choć jeden parametr, jak tu HC+NOx, przekracza dopuszczalny limit dla EURO 4, 5 czy 6, to pojazd automatycznie spada do niższej normy, w której jeszcze się mieści. W tym przypadku jedyną normą, która akceptuje HC+NOx = 0,5 g/km, jest EURO 3 (limit 0,56 g/km). To pokazuje, jak ważne jest dokładne czytanie tabel i umiejętność porównywania każdego składnika z właściwymi wartościami granicznymi, a nie opieranie się na ogólnym wrażeniu, że „spaliny są raczej czyste”. W praktyce warsztatowej takie błędne założenia mogą prowadzić do niewłaściwej oceny stanu technicznego pojazdu i do złego doradztwa klientowi, np. przy imporcie auta lub przy modernizacji układu wydechowego.