W samochodach osobowych stosuje się specjalne nakrętki z kołnierzem stożkowym właśnie po to, żeby koło samo się nie odkręciło podczas jazdy. Ten stożkowy kołnierz dobrze centruje felgę na piaście i jednocześnie „klinuję” połączenie. Powierzchnia styku felgi z gniazdem w piaście oraz z kołnierzem nakrętki jest dopasowana kształtem – stożek na stożek. Dzięki temu siły są równomiernie rozłożone, a tarcie między elementami jest na tyle duże, że zabezpiecza połączenie przed luzowaniem. Producenci felg (szczególnie aluminiowych) wyraźnie określają, jaki typ gniazda i nakrętki/śruby należy stosować: najczęściej właśnie stożkowe, rzadziej kuliste. Z mojego doświadczenia wynika, że jak ktoś założy zły typ nakrętki, to potem ma problemy z biciem koła, luzami, a w skrajnych przypadkach nawet z urwaniem szpilek. Dobre praktyki serwisowe mówią jasno: stosujemy wyłącznie nakrętki przewidziane przez producenta pojazdu i felgi, dokręcamy je kluczem dynamometrycznym z odpowiednim momentem i zawsze sprawdzamy, czy stożkowy kołnierz dobrze przylega do felgi. To rozwiązanie jest proste, tanie i bardzo skuteczne, dlatego praktycznie standardowo spotykane w samochodach osobowych. Warto też pamiętać, że to nie sama „magiczna” nakrętka trzyma koło, tylko połączenie: właściwy kształt kołnierza, czyste powierzchnie styku, odpowiedni moment dokręcania i brak smaru na gwincie i pod kołnierzem.
W przypadku mocowania kół w samochodzie osobowym kluczowe jest nie tylko to, żeby nakrętka się nie odkręcała, ale też żeby koło było idealnie wycentrowane i docisk równomiernie rozłożony na feldze. Dlatego konstruktorzy stosują nakrętki z kołnierzem stożkowym, dopasowane kształtem do gniazd w feldze. Częsty błąd myślowy polega na tym, że ktoś kojarzy „zabezpieczenie przed odkręceniem” wyłącznie z nakrętkami samohamownymi. One faktycznie mają wkładkę z tworzywa lub specjalną deformację gwintu i dobrze trzymają w wielu połączeniach, ale w mocowaniu kół są rzadko stosowane. Po pierwsze, źle znoszą wielokrotne odkręcanie i dokręcanie przy sezonowej wymianie opon, po drugie – nie zapewniają prawidłowego przylegania do stożkowego gniazda w feldze, bo ich geometria jest inna. Podkładki sprężyste też wydają się intuicyjnie „zabezpieczające”, ale w połączeniach o dużych obciążeniach zmiennych, takich jak koła, potrafią się spłaszczyć, a nawet pęknąć. W nowoczesnych konstrukcjach kół samochodowych praktycznie się ich nie używa, bo mogą wprowadzać dodatkowe osiadanie połączenia i spadek siły docisku. Z kolei zwykłe podkładki płaskie są dobre przy różnych połączeniach śrubowych, ale tutaj przeszkadzają: zmieniają geometrię styku, zmniejszają pewność centrowania felgi na piaście i na dłuższą metę mogą prowadzić do luzów. Typowy błąd to myślenie, że „im więcej podkładek czy zabezpieczeń, tym lepiej”. W motoryzacji liczy się dopasowanie rozwiązania do konkretnego węzła konstrukcyjnego, a w przypadku kół osobowych to właśnie stożkowy kołnierz nakrętki lub śruby, czysta powierzchnia styku i właściwy moment dokręcania są zgodne z zaleceniami producentów i dobrą praktyką warsztatową.