Luz zaworowy w tłokowym silniku spalinowym jest właśnie po to, żeby skompensować rozszerzalność cieplną elementów układu rozrządu: trzonków zaworów, popychaczy, dźwigienek, szklanek, a nawet głowicy i bloku. Na zimnym silniku wszystkie te części są krótsze, mniejsze. Po rozgrzaniu, szczególnie zawór wydechowy, mocno się wydłuża. Gdyby nie było luzu, przy temperaturze roboczej zawór „wydłużyłby” cały łańcuch kinematyczny tak bardzo, że zacząłby się cały czas lekko uchylać, czyli nie domykałby się do gniazda. To oznacza spadek kompresji, przegrzewanie talerza zaworu i gniazda, wypalanie zaworów, a w konsekwencji bardzo kosztowny remont głowicy. Dlatego producenci w dokumentacji serwisowej zawsze podają konkretną wartość luzu zaworowego (np. 0,20 mm ssący, 0,25 mm wydechowy) oraz warunek pomiaru – zazwyczaj na zimnym silniku. W warsztacie, przy regulacji rozrządu z popychaczami mechanicznymi, szczelinomierzem sprawdza się, czy luz między krzywką wałka a dźwigienką (lub płytką regulacyjną) mieści się w tolerancji. Moim zdaniem to jedna z ważniejszych regulacji okresowych w starszych silnikach, bo od prawidłowego luzu zależy nie tylko kultura pracy, ale też trwałość całego układu rozrządu. W nowoczesnych jednostkach rolę tej kompensacji przejmują hydrauliczne popychacze, które same utrzymują „zerowy” luz roboczy, ale idea pozostaje ta sama – musi być możliwość kompensacji rozszerzalności temperaturowej, żeby zawór zawsze pewnie się domykał i żeby nie wybijać elementów mechanizmu.
Luz zaworowy bywa często mylnie kojarzony z czymś niepożądanym, co tylko hałasuje i przyspiesza zużycie rozrządu. W praktyce jest dokładnie odwrotnie: prawidłowo ustawiony luz to zabezpieczenie silnika, a nie jego wróg. Pomysł, że głównym zadaniem luzu jest ochrona przed kolizją zaworu z tłokiem, wynika z pomieszania dwóch różnych pojęć: luzu zaworowego i tzw. luzu tłok–zawór, czyli marginesu bezpieczeństwa wynikającego z geometrii tłoka, zaworu i faz rozrządu. Kolizję zaworu z tłokiem ogranicza poprawnie ustawiony rozrząd (znaki na kołach, właściwy pasek/łańcuch) i konstrukcja silnika, a nie to, czy luz zaworowy jest większy czy mniejszy o parę setek milimetra. Z kolei stwierdzenie, że luz jest niepotrzebny, bo tylko zwiększa zużycie, pomija całkowicie zjawisko rozszerzalności cieplnej. Bez minimalnej szczeliny na zimno, po rozgrzaniu zawór wydłużyłby się na tyle, że mechanizm krzywka–popychacz–zawór trzymałby go cały czas lekko uchylonego. To nie tylko obniża sprawność napełniania i sprężania, ale przede wszystkim niszczy zawór i gniazdo, bo nie mają kiedy się schłodzić przez kontakt z głowicą. To jest dużo poważniejsze zużycie niż ewentualne lekkie „stukanie” przy za dużym luzie. Mylenie luzu zaworowego z ilością świeżego ładunku w cylindrze to kolejny typowy błąd. Większy luz nie zwiększa ilości zasysanego powietrza czy mieszanki, wręcz przeciwnie – opóźnia moment otwarcia i przyspiesza zamknięcie zaworu, co efektywnie skraca czas napełniania cylindra i może powodować spadek mocy oraz gorszą elastyczność. Dobre praktyki serwisowe są tutaj jasne: luz zaworowy musi być, ale dokładnie taki, jak zaleca producent, mierzony we właściwej temperaturze i przy odpowiednim położeniu wałka rozrządu. Z mojego doświadczenia w warsztacie wynika, że lekko zaniedbany luz zaworowy częściej prowadzi do wypalonych zaworów i spadku kompresji niż do jakichkolwiek zysków w pracy silnika. Dlatego traktowanie luzu jako „zła koniecznego” albo czegoś zbędnego to prosta droga do drogich napraw, a nie do poprawy osiągów.