Poprawna odpowiedź to „mniejsza”, bo silniki z zapłonem iskrowym (ZI – benzynowe) pracują na znacznie niższym stopniu sprężania niż silniki z zapłonem samoczynnym (ZS – diesle). W silnikach benzynowych typowy stopień sprężania to mniej więcej 9:1–12:1, czasem trochę więcej w nowoczesnych jednostkach z bezpośrednim wtryskiem. W silnikach wysokoprężnych jest to zwykle rząd 16:1–22:1, czyli zdecydowanie wyżej. Wynika to z samej zasady pracy: w ZS sprężone powietrze musi się nagrzać tak mocno, żeby po wtryśnięciu paliwa doszło do samozapłonu, więc sprężanie musi być duże. W silniku benzynowym mieszanka zapala się od iskry świecy, więc aż tak wysoki stopień sprężania nie jest potrzebny, a wręcz byłby szkodliwy – powodowałby spalanie stukowe. W praktyce mechanik przy diagnostyce bierze to pod uwagę: inne są prawidłowe ciśnienia sprężania dla benzyny, a inne dla diesla, i nie można ich porównywać „1 do 1”. Z mojego doświadczenia w warsztacie, jak ktoś widzi w benzynie ciśnienie sprężania jak w dieslu, to znaczy, że coś jest bardzo nie tak z pomiarem. Producenci w dokumentacji serwisowej zawsze podają zakresy ciśnień sprężania osobno dla ZI i dla ZS, właśnie z powodu różnic w stopniu sprężania. W eksploatacji ma to wpływ też na rozruch na zimno – diesle dzięki wysokiemu sprężaniu mocno nagrzewają powietrze, ale wymagają dobrego stanu mechanicznego i szczelności, bo każdy spadek kompresji od razu utrudnia odpalanie. W benzyniakach efekt jest łagodniejszy. Dlatego znajomość typowych wartości stopnia sprężania dla obu typów silników to taka podstawowa, praktyczna wiedza w zawodzie.
W silnikach spalinowych stopień sprężania nie jest przypadkowy ani „jaki wyjdzie”, tylko ściśle wynika z zasady pracy danego typu jednostki. W silniku z zapłonem iskrowym mieszanka paliwowo-powietrzna zapalana jest świecą, więc konstruktor dobiera stopień sprężania tak, żeby z jednej strony uzyskać dobrą sprawność, a z drugiej uniknąć spalania stukowego. Dlatego wartości są umiarkowane i nie można mówić, że są „zawsze większe” niż w dieslu – jest wręcz odwrotnie. Mylenie kierunku tej zależności to dość typowy błąd: ktoś wie, że wysoki stopień sprężania daje większą sprawność, więc zakłada, że w silnikach benzynowych, które często kręcą się wyżej i mają „sportowy charakter”, musi być on większy. Tymczasem ograniczeniem jest odporność mieszanki na samozapłon, a paliwo benzynowe zapala się łatwiej niż olej napędowy przy wysokich ciśnieniach i temperaturach. Stąd konieczność trzymania kompresji na niższym poziomie. Równie błędne jest założenie, że stopień sprężania w obu typach silników jest „zawsze równy” albo „porównywalny”. W dokumentacjach technicznych producentów, w normach branżowych i katalogach serwisowych wartości dla ZI i ZS wyraźnie się rozjeżdżają. Diesel potrzebuje bardzo wysokiego sprężania, bo cały proces spalania opiera się na nagrzaniu sprężonego powietrza do temperatury samozapłonu paliwa. Gdyby stopnie sprężania były tylko „porównywalne” z benzyną, silnik wysokoprężny po prostu by nie zapalił, szczególnie na zimno. W praktyce warsztatowej widać to choćby przy pomiarze ciśnienia sprężania – mechanik nie może oczekiwać podobnych wartości w obu typach silnika, bo różnice wynikają z samej koncepcji konstrukcyjnej. Warto więc zapamiętać: w ZS stopień sprężania jest świadomie projektowany dużo wyżej niż w ZI i to jest fundament ich działania, nie detal do pominięcia.