Poprawna jest odpowiedź dotycząca płynu hamulcowego, bo to właśnie ten środek roboczy jest silnie higroskopijny, czyli ma tendencję do wchłaniania wilgoci z otoczenia. Płyny hamulcowe klasy DOT 3, DOT 4 czy DOT 5.1 na bazie glikoli z czasem chłoną wodę przez mikroszczeliny w przewodach, uszczelnieniach i zbiorniczku wyrównawczym. Efekt jest taki, że spada temperatura wrzenia płynu – z około 230–260°C dla płynu „suchego” do nawet poniżej 160°C dla płynu „mokrego”. W praktyce, przy intensywnym hamowaniu tarcze i klocki bardzo się nagrzewają, ciepło przechodzi do zacisków i płynu, a jeśli płyn ma w sobie dużo wody, zaczyna się miejscowe wrzenie i powstają pęcherzyki pary. Para jest ściśliwa, więc pedał hamulca robi się miękki, wpada głębiej, a siła hamowania gwałtownie spada – to klasyczny „brake fade” związany z przegrzaniem płynu. Dlatego producenci i normy (np. FMVSS 116, specyfikacje DOT) zalecają okresową wymianę płynu hamulcowego co 2 lata albo zgodnie z dokumentacją serwisową. W warsztacie dobrym standardem jest pomiar zawartości wody w płynie testerem lub sprawdzenie temperatury wrzenia. Z mojego doświadczenia wiele aut, które „słabo hamują” przy dłuższym zjeździe z górki, ma po prostu stary, zawilgocony płyn. W silniku, w klimatyzacji czy w całej jednostce napędowej wilgoć oczywiście też ma znaczenie, ale nie aż tak bezpośredni i gwałtowny wpływ na parametry eksploatacyjne jak w układzie hamulcowym. W hamulcach małe zaniedbanie w tym temacie może się bardzo szybko przełożyć na realne zagrożenie bezpieczeństwa.
Wpływ wilgoci na różne układy w pojeździe bywa mylący, bo w praktyce woda może szkodzić prawie wszędzie, ale w różnym stopniu i w inny sposób. W oleju silnikowym faktycznie może pojawiać się kondensat wodny, zwłaszcza przy krótkich odcinkach i niedogrzanym silniku. Tworzy się wtedy charakterystyczny jasny „majonez” pod korkiem wlewu oleju. Natomiast nowoczesne oleje mają dodatki dyspergujące i detergenty, które pomagają tę niewielką ilość wilgoci rozproszyć i usunąć podczas normalnej pracy silnika, gdy temperatura oleju rośnie. Oczywiście długotrwała obecność wody może przyspieszać korozję elementów i degradację dodatków olejowych, ale to proces raczej powolny, a nie nagły spadek parametrów eksploatacyjnych tak jak w układzie hamulcowym. Podobnie z jednostką napędową jako całością – wilgoć może wpływać na korozję elementów metalowych, instalacji elektrycznej, złączy, ale to znowu efekt długoterminowy, a nie gwałtowna zmiana skuteczności pracy po kilku procentach zawilgocenia medium roboczego. W przypadku układu klimatyzacji woda jest wręcz naturalnym „produktem ubocznym” pracy parownika – na jego powierzchni wykrapla się wilgoć z powietrza i ścieka odpływem na zewnątrz. Owszem, jeśli odpływ jest zatkany, może dochodzić do parowania wody w kabinie, parowania szyb czy rozwoju pleśni, ale nie jest to typowy problem z parametrami eksploatacyjnymi medium roboczego w sensie technicznym. Częsty błąd myślowy polega na tym, że skoro gdzieś widzimy wodę (majonez w silniku, skraplanie na parowniku, korozję przy skrzyni biegów), to od razu zakładamy, że tam wilgoć ma „największy” wpływ. Tymczasem w układzie hamulcowym woda bezpośrednio zmienia temperaturę wrzenia płynu, jego ściśliwość i stabilność pracy pod wysokim ciśnieniem, co ma krytyczne znaczenie dla bezpieczeństwa. Dlatego to właśnie płyn hamulcowy jest najbardziej wrażliwy na zawilgocenie, a jego regularna wymiana i kontrola zgodnie z dobrą praktyką warsztatową są tak mocno podkreślane w instrukcjach serwisowych.