W przypadku pierścieni uszczelniających typu Simmera przyjętym standardem w mechanice pojazdowej jest zasada: jeśli simmering został wymontowany ze skrzyni biegów, przy ponownym montażu zawsze montuje się nowy element. Wynika to z budowy tego uszczelnienia – warga uszczelniająca jest wykonana z elastomeru, który z czasem twardnieje, odkształca się trwale i dopasowuje do konkretnego wałka oraz jego zużycia. Po wyjęciu simmeringu nie ma już gwarancji właściwego docisku wargi do powierzchni czopa wałka, a sprężynka dociskowa też może mieć już mniejszą siłę. Moim zdaniem ryzykowanie ponownym montażem starego uszczelniacza przy skrzyni biegów, gdzie pracuje olej przekładniowy i gdzie wyciek może szybko uszkodzić przekładnię, po prostu się nie opłaca. W praktyce warsztatowej zawsze przy demontażu półosi, wałków czy przy naprawie skrzyni biegów planuje się w kosztorysie nowe simmeringi – wałka sprzęgłowego, wałków wybieraka, półosi napędowych. To jest zgodne z zaleceniami producentów i dobrą praktyką serwisową. Nowy pierścień ma nieuszkodzoną krawędź uszczelniającą, świeży materiał gumowy, właściwy nacisk na wałek i odpowiednią elastyczność, co zapewnia szczelność przy różnych temperaturach i obrotach. Przy montażu nowego simmeringu stosuje się też odpowiednią technikę: lekkie przesmarowanie wargi olejem przekładniowym lub smarem montażowym, dokładne oczyszczenie gniazda i czopa wałka, wprasowanie równo na odpowiednią głębokość, najlepiej przyrządem o odpowiedniej średnicy. Dzięki temu skrzynia biegów pracuje bez wycieków, nie ma ryzyka zanieczyszczenia okładzin sprzęgła olejem, a klient nie wraca z reklamacją po kilku tygodniach.
Przy pierścieniach uszczelniających Simmera w skrzyni biegów bardzo łatwo popełnić błąd myślowy typu: skoro uszczelniacz wygląda jeszcze w miarę dobrze, to można go zostawić albo zamienić miejscami. To niestety jest podejście sprzeczne z praktyką warsztatową i z tym, co zalecają producenci przekładni. Simmering pracuje zawsze w konkretnym miejscu na wałku, jego warga uszczelniająca z czasem "wybija" sobie rowek, dopasowuje się do średnicy i ewentualnego bicia wałka. Zamiana miejscami nic tu nie poprawi, bo i tak mamy już zużyty materiał gumowy, często stwardniały od temperatury i kontaktu z olejem. Z mojego doświadczenia takie kombinacje kończą się wyciekiem po krótkim czasie, czasem wręcz od razu po złożeniu. Pozostawienie starych simmeringów w gniazdach po rozebraniu skrzyni też jest złym pomysłem. Sam proces demontażu, podważania, nawet lekkiego, często mikrouszkodza krawędź uszczelniającą albo deformuje zewnętrzny płaszcz uszczelniacza. Nawet jeśli na oko wygląda to dobrze, to przy ciśnieniu oleju i pracy wałka pod obciążeniem uszczelnienie może już nie trzymać. Regeneracja simmeringów, w sensie warsztatowego "dorabiania" czy naprawiania uszkodzonych warg, w normalnej praktyce serwisowej praktycznie nie istnieje. To nie jest łożysko, które można wyczyścić i przesmarować. Uszczelniacz to element precyzyjny, wykonywany fabrycznie z odpowiedniej mieszanki gumy i z dokładną tolerancją wymiarów. Próby podklejania, uszczelniania silikonem, skracania sprężynki czy innych „patentów” są nieprofesjonalne i zwykle kończą się powtórnym demontażem skrzyni, co jest kosztowne i czasochłonne. Typowy błąd polega na chęci oszczędzenia kilku złotych na nowym simmeringu, podczas gdy wymiana tego elementu jest standardową czynnością przy każdej poważniejszej ingerencji w skrzynię biegów. Poprawne podejście to zawsze montaż nowego, markowego uszczelniacza, dobranego dokładnie według wymiaru i specyfikacji producenta, zamiast kombinowania ze starymi lub uszkodzonymi elementami.