W piastach kół tylnych smar ma przede wszystkim jedno główne zadanie: zmniejszyć współczynnik tarcia między elementami tocznymi łożyska (kulki, wałeczki) a bieżniami. Dzięki temu łożysko pracuje lekko, bez zacierania, a cała piasta może przenosić obciążenia osiowe i promieniowe bez nadmiernego zużycia. W praktyce, jeśli w piaście jest właściwy smar o odpowiedniej lepkości i klasie, to podczas jazdy obrót koła jest płynny, temperatura łożyska rośnie tylko nieznacznie, a luz łożyskowy utrzymuje się w normie przez długi czas. Moim zdaniem w warsztacie najważniejsze jest właśnie zrozumienie, że smar tworzy film smarny oddzielający metal od metalu – bez tego kontakt jest suchy, pojawia się tarcie graniczne, przegrzanie i w końcu zatarcie łożyska. Owszem, smar częściowo odprowadza ciepło, wypełnia wolne przestrzenie i zabezpiecza przed korozją, ale to są funkcje dodatkowe. Standardy producentów łożysk i pojazdów (np. instrukcje serwisowe VW, Opla, czy normy dotyczące smarów łożyskowych NLGI) zawsze podkreślają, że podstawową rolą smaru jest redukcja tarcia i zużycia. W dobrych praktykach warsztatowych zwraca się uwagę, żeby nie przesadzać ani z ilością smaru, ani z jego przypadkowym doborem – stosuje się smary do łożysk tocznych, zwykle na bazie mydeł litowych, dobrane do obrotów i temperatury pracy piasty. Dzięki temu koło nie „ciągnie” samochodu, nie ma niepotrzebnych oporów ruchu i poprawia się też bezpieczeństwo, bo łożysko mniej ryzykuje nagłym uszkodzeniem w czasie jazdy.
W piastach kół tylnych łatwo skupić się na różnych pobocznych funkcjach smaru i przez to przeoczyć jego główne zadanie. Smar rzeczywiście może pomagać w odprowadzaniu ciepła, bo przewodzi je lepiej niż powietrze i przenosi część energii cieplnej z powierzchni trących na obudowę piasty, ale nie jest to jego rola podstawowa. Gdyby chodziło głównie o chłodzenie, konstruktorzy stosowaliby inne rozwiązania, jak intensywne chłodzenie olejem czy dodatkowe kanały, a w piastach kół w większości przypadków po prostu się tego nie robi. Podstawowym źródłem ciepła w łożysku jest tarcie, więc najpierw trzeba je ograniczyć, a dopiero potem myśleć o odprowadzaniu powstałej temperatury. Częstym błędem jest też przekonanie, że smar ma głównie „wypełnić puste przestrzenie” w piaście. Faktycznie, smar szczelnie wypełnia część objętości, co utrudnia przedostawanie się wody i zanieczyszczeń, ale jeśli potraktujemy to jako główne zadanie, to możemy łatwo przesadzić z jego ilością. Nadmiar smaru w łożysku tocznym powoduje wzrost oporów ruchu, dodatkowe spienianie smaru, podniesienie temperatury pracy i w efekcie szybszą degradację środka smarnego. To jest typowy błąd warsztatowy: „im więcej smaru, tym lepiej”, a w rzeczywistości producenci podają konkretne ilości napełnienia łożyska w procentach jego wolnej objętości. Podobnie z funkcją konserwującą – smar chroni elementy piasty przed korozją, bo odcina dostęp tlenu, wilgoci i soli drogowej, ale jest to efekt uboczny prawidłowego smarowania, a nie nadrzędny cel. Główna funkcja to zawsze stworzenie trwałego filmu smarnego między współpracującymi powierzchniami metalicznymi i redukcja współczynnika tarcia do wartości dopuszczalnych dla długotrwałej eksploatacji. W praktyce, jeżeli w myśleniu o smarowaniu zaczynamy od chłodzenia, wypełniania lub konserwacji, a nie od tarcia, to łatwo podjąć błędne decyzje przy doborze rodzaju smaru, jego klasy konsystencji czy ilości nanoszonej przy montażu piasty.