Jakie działania należy podjąć wobec człowieka, który leży w strefie zadymienia i nie daje oznak życia?
A. Wynieść poszkodowanego poza strefę zagrożenia.
B. Sprawdzić funkcje życiowe (oddech, tętno) i wynieść poza strefę niebezpieczną.
C. Udrożnić drogi oddechowe i założyć rurkę ustno gardłową.
D. Przystąpić do reanimacji i wynieść poza strefę niebezpieczną.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2014 (arkusz Z.22-X-14.01).
W takiej sytuacji najważniejsza jest zasada bezpieczeństwa miejsca zdarzenia: najpierw trzeba usunąć poszkodowanego ze strefy zagrożenia, czyli wynieść go poza zadymienie, o ile można to zrobić bez narażania ratownika na utratę życia. Dym pożarowy to nie tylko brak widoczności, ale też wysoka temperatura, toksyczne gazy, tlenek węgla CO, cyjanowodór i niedobór tlenu. Człowiek leżący w takiej atmosferze nadal jest narażony na dalsze zatrucie i niedotlenienie, więc badanie oddechu czy prowadzenie RKO w tym miejscu ma mały sens i jest bardzo ryzykowne. Dobra praktyka ratownicza mówi jasno: nie udziela się pomocy w strefie, która sama zabija. Najpierw ewakuacja do miejsca bezpiecznego, najlepiej techniką chwytu ratowniczego, przeciągnięcia po podłożu albo z użyciem noszy, jeśli są dostępne. Dopiero po wyprowadzeniu poszkodowanego poza zadymienie sprawdza się przytomność, oddech i w razie potrzeby zaczyna resuscytację krążeniowo-oddechową oraz wzywa służby ratownicze. Moim zdaniem to jedna z tych zasad, które trzeba mieć w głowie automatycznie: nie dokładamy drugiego poszkodowanego, tylko najpierw zabezpieczamy warunki działania.
Najczęstszy błąd w tym pytaniu polega na tym, że ktoś od razu myśli o czynnościach medycznych, a pomija zagrożenie środowiskowe. Udrożnienie dróg oddechowych, zakładanie rurki ustno-gardłowej czy kontrola funkcji życiowych to czynności wykonywane dopiero wtedy, gdy ratownik i poszkodowany znajdują się w miejscu względnie bezpiecznym. W strefie zadymienia nie ma na to warunków: ratownik może się zatruć, stracić orientację, zasłabnąć, a do tego poszkodowany cały czas wdycha toksyczne produkty spalania. Z mojego doświadczenia takie myślenie bierze się z chęci szybkiej pomocy, ale w ratownictwie szybciej nie zawsze znaczy lepiej. RKO prowadzone w dymie jest praktycznie nieskuteczne i skrajnie niebezpieczne, bo nie usuwa przyczyny niedotlenienia oraz naraża ratownika. Podobnie sprawdzanie tętna w takiej sytuacji nie powinno opóźniać ewakuacji, a w aktualnych standardach pierwszej pomocy dla osób bez specjalistycznego przygotowania nacisk kładzie się głównie na ocenę oddechu, nie na poszukiwanie tętna. Rurka ustno-gardłowa też nie jest podstawową czynnością dla każdego świadka zdarzenia; wymaga przeszkolenia i nie rozwiązuje problemu zatrutej atmosfery. Najpierw trzeba przerwać ekspozycję na dym, czyli wynieść poszkodowanego poza strefę niebezpieczną. Dopiero tam można ocenić oddech, wezwać pomoc, rozpocząć uciski klatki piersiowej i zastosować AED, jeżeli jest dostępny. Taka kolejność jest zgodna z zasadami BHP, procedurami ratowniczymi i zdrowym rozsądkiem, choć w stresie łatwo o tym zapomnieć.