Linię wężową prowadzoną w kierunku prostopadłym do osi ułożenia torów tramwajowych należy sprawić
Linię wężową prowadzoną prostopadle do osi torów tramwajowych należy sprawić pod torami tramwajowymi, bo chodzi tu głównie o ochronę węży oraz bezpieczeństwo ruchu i ratowników. Wąż położony na główce szyny albo w świetle przejazdu bardzo łatwo może zostać przecięty, zgnieciony albo przesunięty przez koło tramwaju. Tramwaj nie zachowuje się jak zwykły samochód, bo koło prowadzone jest po szynie i ma obrzeże, więc zwykłe zabezpieczenia drogowe często nie wystarczają. W praktyce przy przeprowadzaniu linii przez torowisko szuka się miejsca, gdzie można przełożyć odcinek pod szynami lub w istniejącej przestrzeni konstrukcyjnej toru, tak żeby wąż nie wystawał w strefę pracy koła. Moim zdaniem to jedna z tych zasad, które wyglądają prosto w teorii, ale na akcji robią dużą różnicę. Trzeba też pamiętać o zabezpieczeniu miejsca, łączności z kierującym działaniem ratowniczym i, jeśli trzeba, o wstrzymaniu ruchu tramwajów przez dyspozytora. Dobre praktyki pożarnicze i zasady BHP wymagają, żeby linia była ułożona bez załamań, bez ryzyka przetarcia oraz tak, aby nie tworzyła dodatkowego zagrożenia dla ludzi i sprzętu.
Układanie linii wężowej na torach tramwajowych jest złym pomysłem, choć na pierwszy rzut oka może się wydawać najprostsze i najszybsze. Wąż leżący bezpośrednio na szynie znajduje się dokładnie w strefie nacisku koła tramwaju, a dodatkowo może wejść w kontakt z obrzeżem koła. Skutek bywa dość oczywisty: uszkodzenie oplotu, pęknięcie, nagła utrata wody i przerwanie podawania prądu gaśniczego. W działaniach ratowniczo-gaśniczych taka awaria potrafi popsuć całą organizację odcinka bojowego, szczególnie gdy zasilanie jest prowadzone z większej odległości. Siodełka wężowe mają inne zastosowanie. Używa się ich raczej do ochrony węży przy prowadzeniu przez krawędzie, parapety, ogrodzenia, elementy konstrukcyjne albo miejsca, gdzie wąż mógłby się załamać i przetrzeć. Nie rozwiązują one problemu przejazdu tramwaju po torze, bo nie są przystosowane do pracy w geometrii torowiska i pod naciskiem pojazdu szynowego. Mostki przejazdowe też łatwo pomylić z właściwym rozwiązaniem, bo kojarzą się z przejazdem pojazdów przez linię wężową. Działają one jednak głównie przy ruchu kołowym na drogach, a nie przy tramwaju prowadzonym po szynach. Mogłyby nawet pogorszyć sprawę, bo zaburzają prześwit i mogą kolidować z kołem lub elementami podwozia. Typowy błąd myślowy polega na traktowaniu torowiska jak zwykłej jezdni. A tu obowiązuje trochę inna logika: linia ma przejść pod torami, poza strefą pracy koła, możliwie bezpiecznie i bez narażenia węża na zmiażdżenie.