Natarcie frontalne polega na
A. podawaniu prądów gaśniczych na tę część pożaru, gdzie spalanie materiału jest najintensywniejsze.
B. otoczeniu stanowiskami gaśniczymi całego palącego się obszaru.
C. podawaniu prądów gaśniczych na linie ograniczające teren pożaru z zadaniem stopniowego zwężania czoła pożaru.
D. objęciu każdego punktu powierzchni prądami gaśniczymi.
Pytanie z egzaminu CKE, styczeń 2014 (arkusz Z.22-X-14.01).
Natarcie frontalne w działaniach gaśniczych polega na skierowaniu prądów gaśniczych w tę część pożaru, gdzie spalanie jest najbardziej intensywne, czyli na tzw. czoło lub główny front pożaru. Chodzi o to, żeby uderzyć w miejsce, które daje największą energię cieplną, najszybciej się rozwija i może powodować dalsze rozprzestrzenianie ognia. W praktyce może to być np. najmocniej paląca się część składowiska, front pożaru trawy pchany przez wiatr albo strefa objęta największym płomieniem w hali. Dobre praktyki mówią, że takie natarcie trzeba prowadzić z bezpiecznej pozycji, z uwzględnieniem kierunku wiatru, promieniowania cieplnego, możliwości odwrotu i wydajności prądów gaśniczych. Moim zdaniem to jest jedna z tych definicji, które warto rozumieć obrazowo: nie chodzi o zalanie wszystkiego po trochu, tylko o zdecydowane uderzenie w najgroźniejszy odcinek pożaru. Dowódca powinien dobrać odpowiedni rodzaj prądu, np. zwarty do zasięgu albo rozproszony do osłony i chłodzenia, oraz pilnować, żeby stanowiska nie weszły w strefę nadmiernego ryzyka. Natarcie frontalne bywa skuteczne, gdy mamy wystarczające siły i środki, bo bez odpowiedniego zapasu wody i rot gaśniczych takie działanie może szybko stracić sens.
W tym pytaniu łatwo pomylić natarcie frontalne z innymi sposobami prowadzenia działań gaśniczych, bo wszystkie odpowiedzi brzmią dość pożarniczo. Objecie każdego punktu powierzchni prądami gaśniczymi kojarzy się raczej z dokładnym dogaszaniem, przeszukiwaniem pogorzeliska albo pokrywaniem środkiem gaśniczym całej powierzchni. Nie jest to jednak istota natarcia frontalnego. W realnej akcji rzadko da się skutecznie i jednocześnie podać prąd na każdy punkt pożaru, a takie rozproszenie sił może osłabić uderzenie tam, gdzie ogień faktycznie pracuje najmocniej. Otoczenie całego palącego się obszaru stanowiskami to bardziej działanie okrążające albo izolacyjne, stosowane na przykład przy dużych pożarach zewnętrznych, gdy trzeba zatrzymać rozprzestrzenianie z wielu stron. Ma to sens taktyczny, ale nie opisuje ataku na front pożaru. Podawanie prądów na linie ograniczające teren pożaru i stopniowe zwężanie jego czoła przypomina natarcie oskrzydlające lub ograniczające, gdzie najpierw hamuje się rozwój po bokach i dopiero później zawęża obszar spalania. Typowy błąd myślowy polega na tym, że słowo frontalne rozumie się jako działanie na całej szerokości albo ze wszystkich stron. A w taktyce chodzi bardziej o uderzenie w najintensywniejszą część spalania, czyli tam, gdzie zagrożenie rośnie najszybciej. Z mojego doświadczenia najłatwiej zapamiętać to tak: front to miejsce największej pracy ognia, a natarcie frontalne ma ten front złamać, nie tylko ładnie go obrysować wodą.