Czy członkowie OSP mogą wykonywać inspekcje gotowości bojowej?
Odpowiedź „Nie mogą w żadnym wypadku” jest właściwa, bo inspekcja gotowości bojowej nie jest zwykłym sprawdzeniem sprzętu w remizie, tylko formalną czynnością kontrolną związaną z oceną przygotowania jednostki do działań ratowniczo-gaśniczych. Takie sprawdzenie musi być wykonane przez osoby posiadające odpowiednie upoważnienie służbowe i kompetencje w strukturze Państwowej Straży Pożarnej, a nie przez członków OSP. Chodzi tu m.in. o bezstronność, jednolite kryteria oceny, odpowiedzialność za dokumentację oraz możliwość wyciągania wniosków służbowych po kontroli. Członkowie OSP mogą oczywiście robić własne przeglądy sprzętu, sprawdzać stan aparatów ODO, pomp, węży, radiostacji, środków ochrony indywidualnej czy gotowość kierowców. To jest wręcz dobra praktyka i moim zdaniem każda porządna jednostka powinna to robić regularnie, a nie dopiero przed zapowiedzianą kontrolą. Ale takie wewnętrzne sprawdzenie nie jest inspekcją gotowości bojowej w sensie formalnym. W praktyce OSP przygotowuje ludzi, sprzęt i dokumentację, natomiast sama ocena gotowości należy do uprawnionych przedstawicieli PSP. Dzięki temu wyniki są porównywalne, obiektywne i mają realną wartość organizacyjną.
Mylenie zgody przełożonego PSP z nadaniem prawa do wykonywania inspekcji to dość częsty błąd. Sama zgoda Komendanta Głównego PSP, Komendanta Wojewódzkiego PSP czy Komendanta Powiatowego PSP nie zmienia charakteru członka OSP w osobę uprawnioną do prowadzenia formalnej inspekcji gotowości bojowej. Inspekcja nie polega tylko na tym, że ktoś obejrzy samochód, policzy węże i zapyta, ilu druhów może wyjechać do akcji. To procedura kontrolna, w której ocenia się dyspozycyjność, wyszkolenie, stan techniczny sprzętu, dokumentację, łączność, obsadę pojazdów oraz gotowość do podjęcia działań zgodnie z zasadami ratownictwa. Taka ocena musi być wykonywana przez właściwe organy, przede wszystkim przez osoby działające w ramach PSP i mające do tego podstawę służbową. Członek OSP jest stroną ocenianą, a nie kontrolującą, więc pojawiłby się konflikt interesów. Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie czasem traktują „zgodę komendanta” jak uniwersalne upoważnienie do wszystkiego, ale w administracji i ochronie przeciwpożarowej tak to nie działa. Uprawnienia muszą wynikać z przepisów, zakresu obowiązków i procedur, a nie tylko z dobrej woli przełożonego. OSP może prowadzić samokontrolę, przygotowanie do alarmowania, ćwiczenia i bieżące przeglądy wyposażenia. To bardzo ważne i praktyczne. Jednak nie należy tego nazywać inspekcją gotowości bojowej, bo formalna inspekcja ma inny status, inną odpowiedzialność i inne skutki organizacyjne.